Strona główna / NEWS / Europejskie Spotkanie Młodych w Strasbourgu 28.12.2013 – 1.01.2014

Europejskie Spotkanie Młodych w Strasbourgu 28.12.2013 – 1.01.2014

Północno-Wschodnia Francja, odległe alzackie równiny. Któż by się spodziewał, że WMS wywieje w te strony… A jednak! Już po raz trzydziesty szósty, na przełomie roku, tym razem w alzackiej stolicy- Strasbourgu odbyło się Europejskie Spotkanie Młodych w duchu Taize, które zgromadziło przeszło 20 tysięcy uczestników, między innymi dziesięć osób powiązanych na różne sposoby z naszym wolontariatem. A o to kilka słów po spotkaniu od nich samych.

[tab_item title=”ŚWIADECTWO 1″]

„Jesteście specjalistami od mszy o dziwnych porach” powiedział mi francuski znajomy mając na myśli godzinę 21.00. Trzeba było widzieć jego minę, kiedy powiedziałam, że wyjazd na Taize rozpoczęliśmy Eucharystią w pewnym studenckim mieszkaniu we Wrocławiu… o godzinie wpół do pierwszej w nocy. Radość, która rozpierała nas przy ‘załadunku’ WMS-owego busa nie sprzyjała przestrzeganiu ciszy nocnej, ale wreszcie załadowaliśmy się sami i odjechaliśmy na zachód. Trójka naszych dzielnych kierowców sprawiła, że stawiliśmy się w punkcie przyjęć w Strasburgu w samą porę, aby zasilić szeregi chóru i grupy pracy sprzątającej halę modlitwy. W parafiach wszyscy zostaliśmy bardzo ciepło przyjęci przez goszczących nas w swoich domach Francuzów. Dzięki nim mieliśmy szansę m.in. ćwiczyć języki oraz próbować specjałów lokalnej kuchni. W ciągu 5 dni uczestniczyliśmy w modlitwach, zwiedzaliśmy urocze miasto i po prostu cieszyliśmy się spędzanym wspólnie czasem. Wspomnienie pobytu w Alzacji wywołuje uśmiech na naszych twarzach i sprawia, że cieplej się robi na sercu.

/-/ Sonia Kędzierska, WMS Wrocław

 

[/tab_item] [tab_item title=”ŚWIADECTWO 2″]

O otwartości mówi się nam dzisiaj z tylu stron, że staje nam się ona lekką piosnką, wciąż brzęczącą za uchem; piosnką oswojoną, a więc zapominaną w pozornym zapamiętaniu. „Bądź otwarty!”, „otwórz się!”, „otwieraj się”; „rozmawiaj”, „słuchaj” – dialogi, trylogii, trylogie… Tymczasem zamieszkanie w tym otwarciu, przyzwyczajenie się do niego, to tylko wygodne – zamknięcie. W otwartości nie da się zamieszkać – ona musi być ciągłym wychodzeniem (w ciemność), ciągłym wołaniem (w echo), ciągłym napięciem (pragnieniem na pustyni).

Dopiero niedawno dorosłam do tego, że otwartość zawsze wynika z rany. I że kiedy jest się otwartym, to właśnie jak rozdarcie, które broczy. Żeby głosić dobrą nowinę, konieczna jest „pamięć rany” – pamięć pustyni, kiedy samemu było się ziemią jałową. Inaczej nasza opowieść może trącić nieprawdą; być zanadto uśmiechniętą, cukiereczną, wypłukaną z całego błota, które niesiemy w doświadczeniu.

Czy to by znaczyło, że tylko człowiek, który doświadczył braku Boga, może o Bogu opowiadać? Czy tylko ten, który zstąpił już nie raz do piekieł, może mówić o miłości? A co z tymi, którzy byli zawsze wierni – czyż nie mieli być jak drzewo zasadzone nad strumieniem wód? Chrześcijaństwo zawsze zaskakiwało paradoksami, ale nie może być przecież niesprawiedliwe; opowiadać i głosić powinniśmy wszyscy…

A przecież „pamięć rany” może być dochowywana przez wszystkich. A to dlatego, że zraniony jest – w większym lub mniejszym stopniu – każdy. Każdy jest oddalony i słaby. Jestem rozdarta już bez większych problemów czy grzechów, ponieważ takie jest samo moje istnienie – stopy ciążą ku ziemi, gdy serce wyrywa się do niebieskiego Domu. Stąd już samo cierpienie bytowania na ziemi i mieszkania w obcym, choć pięknym świecie. Taka pamięć może być jednak początkiem wyobraźni miłosierdzia, o której mówił Jan Paweł II – wyostrzeniem spojrzenia na tych, którzy są biedni tęsknotą, biedni beznadzieją. Wyobraźnia, która czerpie z pamięci, z doświadczenia, jest bardziej plastyczna, a więc i autentyczna.

O tym wszystkim myślałam, kiedy jechaliśmy na zachód i zza szyby samochodu zaczęło się ukazywać niewidoczne zza krakowskiego smogu, rozgwieżdżone niebo. Skąd więc nagle dawne rany i pustynie? Przecież jechałam na spotkanie Taize – tam, gdzie ludzie trzymając się za ręce odmawiają, każdy w swoim języku, modlitwę do Taty i gdzie prosto po Narodzeniu Pańskim zjeżdżają się radośni chrześcijanie.

Dawniej myślałam, że moje stare pustynie przydadzą się tym, którzy całkiem odrzucają Boga; że kiedy w moich ciemnościach rozpoznają swoje, wystarczy mi wskazać im na Tego, kto je rozproszył. Dziś wiem trochę więcej: wiem, a raczej wciąż samej sobie przypominam, że wieje kędy chce. Możemy być jedynie (aż!) narzędziami Ducha, możemy Go wzywać i prosić. To po pierwsze. Po drugie – nam samym, chrześcijanom, ta pamięć o pustyni, o ranie, jest i wciąż będzie potrzebna. Żebyśmy tu się za bardzo nie rozgościli, nie zamieszkali; żebyśmy nie stali się pewni swoich słów, za którymi nie stoją czyny. Żebyśmy wiedzieli, że zawsze daleka droga. Od świata nie różni nas przecież nic prócz Łaski.

Niech więc „otwarcie się”, o którym wciąż słyszymy, będzie nam czymś więcej niż budowanie dialogu ekumenicznego, tak jasnegoi krzepiącego w Taize. Niech będzie jeszcze pamięcią o naszych słabościach, które dają szansę na zrozumienie słabego w Innym, i zabierają szansę na poleganie tylko na sobie. Przecież dopiero w Jego ranach jest nasze zdrowie.

/-/ MŁ (gościnnie w grupie WMS)

[/tab_item]

[tab_item title=”GALERIA”]

[/tab_item]

[tab_item title=”SPECJALNE”]

STRASBOURG_TAIZE_Wolontariat_Misyjny_Salvator_2014_001_gif

STRASBOURG_TAIZE_Wolontariat_Misyjny_Salvator_2014_002_gif

[/tab_item]

Sprawdź może...

[WYJAZDY] Rumunia, Timișoara (2014)

Otóż codziennie czekała nas pobudka w okolicach godziny 6.30, by móc nabrać duchowej siły do pracy podczas mszy świętej połączonej z jutrznią o 7.00 w przyklasztornym kościele. W zależności od dnia mszę odprawiano w jednym z trzech języków: rumuńskim, węgierskim lub niemieckim, co w pewien sposób tworzyło taki misyjny klimat.

[GALERIA] XI spotkanie ogólnopolskie – Trzebnica – 2014 – „RADOŚĆ EWANGELII”

Galeria.