Strona główna / Spotkania Ogólnopolskie / [SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] X Spotkanie Ogólnopolskie „Tu i teraz podaruj swój czas. Misja na co dzień”- Kraków – luty 2014

[SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] X Spotkanie Ogólnopolskie „Tu i teraz podaruj swój czas. Misja na co dzień”- Kraków – luty 2014

  • OPIS 
  • ŚWIADECTWO 
  • RELACJE Z TERENU 
  • GALERIA 

TU I TERAZ PODARUJ SWÓJ CZAS. MISJA NA CO DZIEŃ.

LUTY_WMSW dniach 14-16 lutego w Krakowie przy ulicy św. Jacka 16 odbyło się kolejne ogólnopolskie spotkanie Wolontariatu Misyjnego Salvator! Jego celem było uzmysłowienie nam, że bycie wolontariuszem misyjnym nie polega tylko i wyłącznie na wyjeździe zagranicznym, ale przede wszystkim na tym, że mamy ukazywać i dostrzegać Chrystusa wśród ludzi, których spotykamy w naszej codzienności poprzez praktykowanie miłości.

Życie osób wykluczonych, a co za tym idzie, osób, które z miłością spotykają się rzadko uświadomili nam nasi goście: Sebastian Długosz, Piotr Pykosz i siostra Samuela Wal. Pan Sebastian przedstawił nam perspektywy człowieka bezdomnego, sposób jego myślenia, oraz gdzie tacy ludzie znajdują pomoc. Pan Piotr opowiedział nam, jak odnalazł Boga i zaakceptował swoją niepełnosprawność. Mówił również o cierpieniu, o tym, że nie wszystkie zamysły Boga możemy zrozumieć, ale wszystkie powinniśmy znieść w pokorze. Ostatnim gościem była siostra Samuela, która przybliżyła nam sytuację osób w zakładach karnych. Mogliśmy dowiedzieć się np. o heroizmie, jakim jest wyznanie wiary wśród współosadzonych, a także o adoracji penitencjariuszy obrazu „Jezu, ufam Tobie”.

Wszystkie te spotkania, rozmowy, świadectwa pomogły nam dostrzec Chrystusa w drugim człowieku, który tak często jest lekceważony i odrzucony przez bliźnich ze względu na swój status społeczny. Bardzo mocno wybrzmiały w naszych sercach słowa ewangelii wg św. Mateusza, które śmiało można nazwać podsumowaniem naszego spotkania: „Zaprawdę powiadam wam: Wszystko co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych Mnieście uczynili”

/-/ Piotr Kieś, WMS Mikołów Beata Ponichtera, WMS Warszawa

Piątkowe popołudnie…tak, tak powinnyśmy być już na miejscu, czyli w Krakowie, no ale my jeszcze w stolicy i dopiero pakujemy duże plecaki na tygodniowy, spontaniczny wypad w góry na ferie, który uroczyście rozpoczniemy Ogólnopolskim Spotkaniem Wolontariatu Misyjnego! Lepiej nie mogłyśmy sobie tego zaplanować! Perspektywa owocnego spędzenia weekendu jest bardzo kusząca i wyruszamy zatłoczonym pociągiem relacji Warszawa-Kraków, spotykając dwie „nasze” wolontariuszki…

Po czterech godzinach docieramy do celu. Przemęczone całym tygodniem pracy marzymy o zasłużonym odpoczynku. Po drodze do pokojów mijamy uśmiechniętych, młodych ludzi, którzy, tak jak my przyjechali na spotkanie z całej Polski. A ponoć za każdym razem jest ich coraz więcej! To dopiero czwarte spotkanie, a ludzi jest już kilkadziesiąt! To zadziwiające, co w takim razie przyciąga młodzież? Jest wiele możliwości…Sama wciąż zastanawiam się, jak odpowiedzieć sobie na to pytanie i czy wiem, po co to robię? Liczę, że uczestnictwo w rozpoczynającym się spotkaniu wzbudzi autorefleksję na ten temat…

Sobota jest chyba najgorszym dniem na poranne wstawanie, a tu już od rana program napięty. Przełamuje się jednak i o godzinie siódmej podążam z Pismem Świętym do kaplicy. Mam wreszcie chwilę, by pobyć w ciszy z Panem Bogiem. Nie jest to bowiem łatwe w codziennym życiu…wiele myśli wciąż kłębi się po głowie, a tu taki spokój…Zauważam, że spokój jest nie tylko w otoczeniu, ale przede wszystkim we mnie. Myśle tylko o jednym, że to On i Jego „kojące” działanie. Odczytuje zatem słowa z Ewangelii św. Mateusza ( Mt 6, 25-34) i zachwycam się ich adekwatnością do tego, co właśnie zaprząta mi głowę.

Rozpoczyna się Msza Święta, a po niej Jutrznia. Jak wspaniale zacząć dzień w taki właśnie sposób! Człowiek o wiele szybciej się budzi i napełnia radością, że dany mu jest od Boga kolejny dzień życia. Chwilę po śniadaniu uczestniczymy w wykładach, poświęconych apostolstwu niekonwencjonalnemu. Pierwszy z nich dotyczy ewangelizacji wśród osób, przebywających w więzieniach. Prowadząca s. Samuela, Albertynka ciekawie opowiadała o swoich misjach. Równie interesujący okazał się wykład p. Sebastiana, który otarł się o bezdomność. Obecnie pomaga wychodzić innym z bezdomności, pracując na co dzień z siostrami zakonnymi. Trzeci wykład o tematyce tajemnicy cierpienia przedstawił p. Piotr – osoba niepełnosprawna ruchowo od urodzenia. Świadectwo każdej z tych osób było motywacją dla wolontariuszy do działania podczas przewidzianych wyjść terenowych. Odwiedziny w Domu Pomocy Społecznej dla osób starszych i chorych były dla mnie przezwyciężeniem moich przyzwyczajeń i stereotypów, że jedynie praca z dziećmi sprawia mi przyjemność i przynosi satysfakcję. Posłana zostałam do starszej pani ze stanami depresyjnymi. W miarę upływu czasu, p. Helenka przekonywała się do mojej osoby i żywo dyskutowała ze mną na temat wiary, wytrwałości modlitwy, kuszenia szatana i istnienia Boga. Dzieliłyśmy się swoimi doświadczeniami i poglądami. Brałam udział również w balu karnawałowym dla mieszkańców Domu, gdzie bawili się pozostali wolontariusze. Wspólnie tańczyliśmy i śpiewaliśmy. To spotkanie sprawiło wiele radości ludziom starszym, a jeszcze więcej nam. Okazało się, że każdy z nas ma wiele talentów do zaoferowania i pokładów energii do działania.

Doświadczenie kilkugodzinnego przebywania ze starszymi, schorowanymi ludźmi postawiło przede mną kolejne pytanie. Czy wybierając placówkę misyjną, mam sugerować się własnymi preferencjami, czy może z pokorą przyjąć miejsce, które potrzebuje mojej osoby i moich rąk do pracy? Jeszcze bardziej zastanawiam się nad tą refleksją po wzruszającej Drodze Krzyżowej, którą przygotowała wolontariuszka Paulina. Każda stacja została poświęcona historii życia osoby, którą spotkała na misjach w Ziemi Świętej. Wiele razy pojawiały się również opowieści trudności z jakimi się zmagała na co dzień, cudów, zetknięcia się ze śmiercią pacjentów. Poruszające jest to, że w każdym w wolontariuszy, którzy wrócili z misji, ten czas był wyjątkowy przede wszystkim dla nich samych, niezależnie od warunków, w jakich pracowali i spędzali swoją codzienność. Czy może to odpowiada na moje pytanie, po co tu jestem?  Wciąż szukam kolejnych odpowiedzi…

Podczas spotkania nie zabrakło również chwili na integrację, czyli tzw. „Pogodnego wieczorku”. Osobiście w nim nie uczestniczyłam, ale w tym czasie wraz w grupą muzyczną pozostaliśmy w kaplicy i śpiewaliśmy piosenki ku chwale Pana. Taki sposób spędzania razem czasu wydaje mi się najgłębszą formą porozumienia i integracji, w tak sprzyjających warunkach akustyczno-duchowych!

Około godziny dziesiątej wieczorem odmawiamy dziesiątkę Różańca Świętego w intencji całego dzieła Wolontariatu Misyjnego, a potem osobisty czas na rozmowę z Panem Bogiem i podziękowanie za owocne przeżycie kolejnego dnia…

Niedzielny poranek rozpoczynam chwilą medytacji Słowa Bożego przewidzianego na Liturgię Słowa oraz wspólną Jutrznią. Po śniadaniu uczestniczymy w kolejnym wykładzie – szkoleniu z faundraisingu. Otrzymujemy wiele cennych wskazówek w związku z realizacją pomysłów i pozyskiwaniem funduszy na ten cel. Ciekawe ujęcie tematu pozwoliło uwierzyć, że dobro jest w każdym z nas i chcemy się nim dzielić z innymi.

Niedzielna Msza Święta jak zawsze uroczysta! Pełne zaangażowanie służy liturgicznej i muzycznej w jej oprawę uświęca przeżywanie Eucharystii. Odnośnie słów Ewangelii św. Mateusza ( Mt 5, 17-37 ), ks. Paweł obrazowo przedstawia sytuację człowieka zranionego. Prosi, byśmy zamknęli oczy i wyobrazili sobie przez chwilę osobę, która zadała nam cierpienie. Następnie otwieramy oczy i mamy spojrzeć w twarz Jezusa ukrzyżowanego, utożsamiając jej obraz z człowiekiem, przez którego zostaliśmy zranieni. Jest to niewątpliwie trudne doświadczenie…Odnosi się do misji, jaką mamy spełniać na co dzień, względem osób, które zadają nam ból i z którymi nie jest nam łatwo żyć. Te słowa także odpowiadają mi na pytanie, gdzie mam spełniać swoją misję? Czy koniecznie muszę wyjeżdżać, by ewangelizować i pomagać innym? Ile w tym mojej pychy, a ile szczerej chęci pomocy? Misja każdego człowieka rozpoczyna się w nim samym, w pracy nad własnymi słabościami, szczerej miłości do bliskich, którzy zadają mu cierpienie, zmiany duchowej przybliżającej go do obrazu Boga. Zaczynam więc od siebie…

/-/ Katarzyna Wiejak, WMS Warszawa

Szpital Zakonu Bonifratrów

Szpital Zakonu Bonifratrów

W sobotę 15 stycznia nasza siedmioosobowa grupa zawitała w szpitalu Zakonu Bonifratrów św. Jana Bożego w Krakowie. Zostaliśmy bardzo miło przyjęci przez ojca Alberta, który opowiedział nam o bogatej historii zakonu, szpitala oraz oprowadził po korytarzach budynku szpitalnego. Po krótkiej przechadzce mieliśmy okazje spotkać się z chorymi. Każdy z nas poszedł w inną stronę, do różnych sal, by tam porozmawiać i poznać pacjentów. Oto jedno ze wspomnień:

„Podczas wizyty w szpitalu Bonifratrów mogłam przez dość krótki, ale za to bardzo owocny i znamienny dla mnie czas towarzyszyć w cierpieniu pani Mariannie. Rozżalenie nad utratą nogi, a zarazem sprawności i samodzielności oraz cierpienie jakie przyniosła jej choroba nie były łatwym krzyżem do współdźwigania dla mnie, osoby niedoświadczonej w posłudze chorym. Początkowo pani Marianna starała się być dzielna i skupiać na mnie zamiast na swojej kondycji jednak stopniowo otwierała się i dzieliła swoim nieszczęściem. Odniosłam wrażenie, że wspólna modlitwa, choć była wysiłkiem, przyniosła ulgę, ponieważ zwątpienie, rozpacz, utrata sensu, bunt wobec swojej sytuacji najbardziej odbierały pani Mariannie siły. Nauczyła mnie, że pokora, cierpliwość i nadzieja są darem, jaki otrzymujemy dzięki osobistym spotkaniom z Jezusem Chrystusem”.

/-/Asia Krzemińska i Gabrysia Głogowska

 

Szpital dziecięcy im. Św. Ludwika

Szpital dziecięcy im. Św. Ludwika

W sobotnie popołudnie do szpitala im. Św. Ludwika udało się siedmioro wolontariuszy (w tym dwóch braci zakonnych), by pobawić się z dziećmi oraz spędzić z nimi czas. Przeprowadziliśmy zajęcia tematyczne – w grupach oraz indywidualnie – związane z Afryką, m.in. rysowanie mapy Afryki, lepienie z plasteliny rzeczy związanych z tym kontynentem, malowanie farbami, przebieranie dzieci w afrykańskie chusty (chitenge), malowanie twarzy. Wraz z dziećmi na oddziale byli obecni ich rodzice, którzy chętnie włączali się w zabawy oraz pomagali wolontariuszom. Był to bardzo owocny i radosny czas dla wszystkich!

/-/ Karolina Kuśnierz

Ośrodek wychowawczy dla dziewcząt - Siostry Służebniczki

Ośrodek wychowawczy dla dziewcząt - Siostry Służebniczki

Do Ośrodka Wychowawczego dla Dziewcząt z upośledzeniem umysłowym udała się piątka wolontariuszy. Ich zadaniem było zagospodarowanie czasu wolnego wychowanek oraz zabawy integracyjne. Każda z wolontariuszek opracowała po dwie – trzy zabawy, dzięki czemu można było ułożyć plan spotkania i sprawnie je poprowadzić. Po zabawach zapoznawczych zorganizowane zostały gry w parach, gry ruchowe, nauka choreografii do wybranych piosenek oraz inne, angażujące wszystkich pląsy. Uśmiechy dziewczynek świadczyły o ich zadowoleniu i radości jakie sprawia im wspólna zabawa. Równocześnie wolontariusze dowiedzieli się kilku informacji o ośrodku i upodobaniach dziewczynek, mogli zaobserwować zachowania jakie przejawiały wychowanki placówki, ich relacje i więzi oraz sposób reagowania na nowe dla nich sytuacje.

 /-/ Monika Szczyrek

Dom Pomocy Społecznej dla Niepełnosprawnych

Dom Pomocy Społecznej dla Niepełnosprawnych

Sobotnie popołudnie nie miało niczym różnić się od pozostałych dla dzieciaków zamieszkujących Dom Pomocy Społecznej przy ul. Łanowej 43… a jednak. „Łanowa” – bo tak w skrócie nazywamy to miejsce – okazała się domem, w którym bije Wielkie Serce. Jego rytm zna każdy pracownik i mieszkaniec. Wydaje się, że z czasem owo delikatne pulsowanie przeniknęło do wnętrz ludzi tworząc jeden organizm. Może nie przesadzę, kiedy powiem, iż pracownicy kochają swoich podopiecznych i świetnie się między sobą dogadują. Nie przesadzę, kiedy powiem, iż  podopieczni są dla nich jak dzieci, jak rodzina (oczywiście to działa również w drugą stronę). My, wolontariusze misyjni, postanowiliśmy właśnie wybrać się do takiego Domu, gdzie jak się okazało, Miłość naprawdę jest obecna. I jak zwykle, kiedy człowiek postanawia służyć drugiemu człowiekowi, chce pomóc – sam doznaje pomocy, czego się spodziewać nie mógł. Przecież to „ja” idę pomagać, „ja” chcę zrobić coś dobrego, to „ja” się tobą zaopiekuję. A tym czasem okazuje się, że owo „ja” doznaje pomocy od chorej osoby, która tylko dotknięciem wykrzywionej dłoni chce wyrazić bliskość (a robi to w zupełnie zaskakujący, czuły sposób… czasem jest to silny uścisk, bo nie da się inaczej), uśmiechem – wdzięczność, głośnym krzykiem – radość! Czasem potrzeba tylko spojrzeć w oczy i ujrzeć ten blask. Jedna sekunda, która zmienia wszystko, bo przestajesz widzieć schorowanego człowieka, a nagle oczom twej duszy ukazuje się inny obraz. Boży obraz. Trwa to tylko chwilę… ale ile dasz za tę chwilę, by zawsze o niej pamiętać: tak, to Bóg w tym człowieku, naprawdę żywy. I nagle spływająca z ust ślina wydaje ci się całkiem urocza, wykrzywiona postura najpiękniejsza, uśmiech zachwycający…

Malowaliśmy sobie twarze nawzajem, śpiewaliśmy piosenki (wszędzie rozbrzmiewał dźwięk gitary), było naprawdę wesoło. Mała Sandra jak małpka po każdym skakała chcąc nieustannie być noszoną, całowaną  i tuloną (co nam całkiem odpowiadało). Kilkuletnia Weronika upodobała sobie gitarę, na której grałam, więc wciąż dotykała strun, które drgały jej przyjemnie pod palcami. Niestety dźwięk się przez to nie rozchodził, ale co z tego, kiedy i tak każdy miał naprawdę niezły ubaw z tej sytuacji. Te  cudowne osoby niesamowicie łamały wszelkie nasze bariery. Myślę, że dzięki nim mogliśmy bardziej zrozumieć słowa Jezusa, który powiedział: „Kto nie przyjmie Królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. Przyjmujmy Królestwo Boże, które jest w tych ludziach, dostrzegajmy je!

/-/ Monika Gernot

Zabawa z KLIKĄ

Zabawa z KLIKĄ

W sobotni wieczór wybraliśmy się na zabawę z osobami niepełnosprawnymi. Początkowym zadaniem była pomoc w przygotowaniu, a więc zrobienie kanapek, rozłożenie słodyczy oraz napojów na stołach. Nawet sprawnie nam to poszło, zdążyłyśmy przed przyjściem wszystkich zaproszonych gości. Później, gdy DJ był już gotowy do rozpoczęcia zabawy i włączył pierwszą piosenkę, ludzie nieśmiało wychodzili na parkiet, spoglądając niepewnie na siebie. My, pełne odwagi i gotowości do super zabawy wybrałyśmy pierwszych „ochotników” na parkiet. Podchodząc do młodego chłopca na wózku inwalidzkim myślałam: „jak mam z nim tańczyć, co robić”? Pamiętam jego uśmiech, taki na prawdę szczery uśmiech, gdy go poprosiłam i to dawało mi jeszcze więcej odwagi, większego „kopa”. Uśmiechał się przez cały taniec, śmiał się głośno gdy go okręcałam. Był niesamowity. Ta radość na twarzach każdego z uczestników, którzy tańczyli i którzy siedzieli przy stołach z nami rozmawiając była tak ogromna,że ciężko było nam się z nimi rozstać. Żegnając się ktoś zaczął krzyczeć „zostańcie z nami”, i właśnie to uczucie, które wtedy się we mnie zrodziło było lepsze, niż najbardziej wymarzony prezent, jaki kiedykolwiek dostałam. Naprawdę wtedy poczułyśmy, że zrobiłyśmy coś mega fajnego i mega potrzebnego dla tych ludzi. Nie chciałyśmy wcale wychodzić! Podczas pożegnania z organizatorem całej zabawy, zostałyśmy zaproszone do współpracy. Mówił, że mogłybyśmy dołączyć do wakacyjnego wyjazdu. Myślę, że byłaby to też świetna okazja dla tych, którzy nie wyjeżdżają na misje, aby wzięli udział w takim wyjeździe.

/-/ Paulina Tomaszewska

Dom Opieki u Sióstr Albertynek

Dom Opieki u Sióstr Albertynek

Spotkanie w Domu Opieki Dla Chorych przy ul. Woronicza 10 było dla mnie wspaniałym przeżyciem, o którym cały czas myślę i nie mogę zapomnieć. Z pewnością każda osoba z naszej grupy może potwierdzić, że było to dla niej cudowne doświadczenie. Urządziliśmy razem z Siostrami „karnawał” dla pensjonariuszy, na którym tańczyliśmy razem z nimi, dwie osoby poszły pomagać w pobliskiej jadłodajni dla bezdomnych, inni natomiast poszli do pokojów tych pensjonariuszy, którzy nie uczestniczyli w zabawie, po czym wszystkie te osoby dołączyły po jakimś czasie do całej grupy. O godzinie 17:00 zabawa dobiegła końca i mieliśmy jeszcze około pół godziny na pomaganie w sprzątaniu i ogarnieciu sali, a następnie udaliśmy się do pokojów aby porozmawiać z pensjonariuszami.

/-/ Hubert Seweryn

Dom Dziecka

Dom Dziecka

W Domu Dziecka u Sióstr Miłosierdzia obecnie mieszka czterdzieścioro podopiecznych, dzieci i młodzież w różnym wieku. Najmłodsza dziewczynka ma 7 lat, a najstarsza Teresa ma 22 lata. Podczas naszych sobotnich odwiedzin większość z nich wyjechała na ferie. W ośrodku pozostała ósemka wychowanków. Na początek przygotowałyśmy krótką integrację. Bardzo pozytywnie zaskoczyła nas postawa starszych dziewczyn, które były chętne do wspólnej zabawy i zachęcały do niej pozostałych (najbardziej bałyśmy się, że młodzież nie będzie miała ochoty na spotkanie z nami). Prawie godzinę zajął nam mecz koszykówki na boisku przy ośrodku. Nie liczyłyśmy punktów, ale rywalizacja była zacięta. Przed powrotem zostałyśmy jeszcze na chwilę zaproszone do pokoju siostry Magdaleny, która opowiedziała nam jak funkcjonuje dom dziecka, jak wygląda zwykły dzień, podział obowiązków itd. Odpowiadała również na nasze pytania. Jedna siostra w ośrodku opiekuje się dwójką lub trójką dzieci. Relacja, która się między nimi tworzy jest bardzo bezpośrednia. Podopieczną siostry Magdaleny jest Iza, którą miałyśmy okazję poznać. Dowiedziałyśmy się, że Iza dopiero wróciła z Bukowiny, gdzie jeździła na nartach, więc jest trochę zmęczona i spokojniejsza niż zwykle. Należy dodać, że ta niepozornie wyglądająca dziewczynka pięć minut wcześniej dawała nam wycisk na boisku. Wszystkie dzieci pochodzą z rodzin patologicznych lub takich, w których sytuacja była na tyle trudna, że musiały zostać odebrane rodzicom. Siostra przyznaje, że praca w Domu Dziecka nie należy do najłatwiejszych, jednak kilkakrotnie powtórzyła zdanie: „ale nie da się ich nie kochać”. Usłyszałyśmy wiele ciepłych słów. Nie tylko od siostry, ale także od starszych dziewczyn, co było dla nas szczególnie miłe.

/-/ Agnieszka Kopyć

Przytulisko dla Bezdomnych Mężczyzn - Bracia Albertyni

Przytulisko dla Bezdomnych Mężczyzn - Bracia Albertyni

Podczas wizyty w  przytulisku mieliśmy okazję porozmawiać z osobami bezdomnymi i wysłuchać historii ich życia. Do bezdomności prowadziły często utrata majątku, rozpad rodziny, załamanie się. W jednym momencie można stracić wszystko – problem bezdomności może dotknąć w rzeczywistości każdego. Bezdomni zwracali uwagę, że ich sprawa jest nierozwiązana przez państwo i że są niejako wykluczeni ze społeczeństwa, dlatego tak ciężki jest powrót do niego. Praca braci albertynów w tym miejscu nie jest łatwa. Najtrudniejsze jest to, że nie widać efektów, pomimo wielu starań i udzielanej pomocy. Dlatego tak istotna jest wierność Jezusowi. Natomiast zadanie wolontariusza, który chciałby tutaj pomagać, ogranicza się do roli tzw. anioła stróża, który towarzyszy bezdomnemu podczas załatwiania wszelkich spraw w urzędach.

/-/ Justyna Dybał

Zakład Opiekuńczo-Leczniczy im. Helclów

Zakład Opiekuńczo-Leczniczy im. Helclów

Podczas spotkania ogólnopolskiego wybraliśmy się do Zakładu Opiekuńczo – Leczniczego im. Helclów. Przyjęła nas tam z ogromną radością s. Daniela, która na początku oprowadziła nas po placówce, opowiedziała o historii tego miejsca, a później podzieliła nas i wysłała do pacjentów. Spotkaliśmy tam starszych, schorowanych, nie mogących samodzielnie się poruszać ludzi. Byli bardzo osamotnieni. Wystarczyła krótka rozmowa, uśmiech, aby ich twarze się rozświetliły. Pomimo cierpienia które odczuwali, byli pogodni duchem, bardzo ciepło nas przywitali i zapraszali, abyśmy odwiedzili ich jeszcze kiedyś. W ich twarzach można było zobaczyć odbicie Jezusa, spokój, radość. Ich choroby i cierpienie sprawiają, że są oni jeszcze silniejsi, bardziej oddani Bogu, w pełni otwarci na wszystko, co przygotowuje dla nich Pan.

/-/ Aleksandra Kosińska

Szpital im. Dietla

Szpital im. Dietla

Na początku było trochę strachu. Wszędzie dookoła byli chorzy ludzie. W jaki sposób można im pomóc? Na szczęście modlitwa odmówiona wspólnie z pacjentami rozbudziła odwagę w naszych sercach i przełamała pierwsze lody. Potem krótko zaprezentowaliśmy WMS, nie obyło się też bez świadectwa z wyjazdu misyjnego. Gdy nadszedł czas kolacji, pełni zapału przystąpiliśmy do działania. Pomagaliśmy przy karmieniu pacjentów, wspieraliśmy rozmową i uśmiechem, zabawialiśmy żartem. Niektórzy tak zawrócili w głowie starszym paniom, że nie chciały ich wypuścić. Zrodziły się postanowienia regularnego odwiedzania szpitala. Dzięki temu spotkaniu nabraliśmy szacunku do wolontariuszy opiekujących się chorymi, bo niewątpliwie jest to ciężka praca. Z Bożą pomocą może jednak sprawiać wiele radości.

/-/ Angelika Gwóźdź

Przytulisko dla Bezdomnych Kobiet

Przytulisko dla Bezdomnych Kobiet

XI spotkanie naszej wolontariatu odbyło się pod hasłem „Tu i teraz, podaruj swój czas na co dzień” i z myślą, żeby podarować trochę siebie, wybrałyśmy się w składzie:  Magda Borowiec, Kasia Sułek, Agnieszka Bursa, Agata Wieliczka, Kasia Grabowska i Monika Gawle do Przytuliska dla Bezdomnych Kobiet, prowadzonego przez siostry Albertynki.. Początek naszej wyprawy łączył się z uczuciem niepewności. My – niedoświadczone, młode dziewczyny miałyśmy rozmawiać z kobietami, które wiele przeszły i często spotkały się z bardzo trudnymi sytuacjami. Pytanie brzmiało: ak nawiązać kontakt, jak to wszystko zacząć? Spotkanie rozpoczęło się od wspólnej modlitwy, Różańcem i Koronką do Miłosierdzia Bożego. To był chyba moment, w którym uświadomiłyśmy sobie, że my wszyscy, zgromadzeni w tej kaplicy jesteśmy tu tacy sami dla Boga. To był klucz. Nie chodziło o roztrząsanie tego, co nas dzieli, ale o wspólne przeżywanie tego, co łączy. O radości sobotnich spotkań powie każdy wolontariusz, niezależnie od miejsca do którego się udał. My też jej doświadczyłyśmy. Podarowałyśmy radość i otrzymałyśmy ją w zamian. Opowieści o działaniach naszych wolontariuszy rozbudziły ciekawość i nasunęły wiele pytań, a walentynkowymi prezentami (specjalnie dobranymi dla kobiet cytatami z Pisma Świętego) dzieliłyśmy się wszystkie, doceniając ich trafność i głębię. Chciałabym też dodać słowo o tym, jak otrzymałyśmy jeszcze jeden cenny dar – możliwość lepszego poznania siebie nawzajem. Choć działamy w ramach jednego wolontariatu często dzielą nas kilometry i czas. Teraz mogłyśmy nawiązać więź, która będzie podstawą naszego wspólnego działa misyjnego.

/-/ Magdalena Pietrucha

[/tas]

Sprawdź może...

Pracowite lato w WMS

Wakacje to w Wolontariacie Misyjnym Salvator bardzo intensywne czas. 56 wolontariuszy WMS posługiwało tego lata …

[SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] XX Spotkanie Ogólnopolskie „Idź i głoś” – Myczkowce – maj 2017

ZABIESZCZADOWALIŚMY! Na spotkanie czekałam z niecierpliwością. Jak się jednak okazało – do czasu. Tuż przed …