Strona główna / Spotkania Ogólnopolskie / [SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] XIX Spotkanie Ogólnopolskie ,,Moja misja, misja możliwa” – Kraków – luty 2017

[SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] XIX Spotkanie Ogólnopolskie ,,Moja misja, misja możliwa” – Kraków – luty 2017

  • RELACJA KRZYŚKA
  • RELACJA OLI I KASI
  • RELACJA JUSTYNY
  • RELACJA MAGDY
  • GALERIA 1
  • GALERIA 2
  • GALERIA 3

W dniach 17-19 lutego w Krakowie u księży Salwatorianów odbyło się Ogólnopolskie spotkanie WMS,  czyli krótko mówiąc moje pierwsze kroki w wolontariacie misyjnym. Tematem spotkania było hasło ,,Moja misja, misja możliwa”.

Pierwszy dzień spotkania minął bardzo szybko. Słuchaliśmy świadectw osób będących na misjach w Ziemi Świętej, Albanii i na Filipinach. Opowiadali oni najpierw o przygotowaniach, a później o przebiegu swojego wyjazdu. Pozwoliło mi to z trochę innej perspektywy popatrzeć na życie ludzi w tamtych krajach. Podziwiałem również  poświęcenie oraz zapał wolontariuszy, z jakim pracowali na misyjnych placówkach. Widać było radość, z jaką opowiadali o swoich przeżyciach, nie mniej widoczny był brak czasu na opowiedzenie wszystkiego, co wydarzyło się w trakcie ich posługi w odległych krajach. Niedługo potem odbyła się Msza Święta, w  której ksiądz Marcin opowiadał nam o tym, że Bóg ma dla każdego z nas jakieś plany i do czegoś nas powołuje. Z tego kazania najbardziej w pamięci utkwiły mi słowa, że Bóg najpierw o nas pomyślał, potem nas pokochał, a dopiero później nas stworzył w konkretnym celu, którym jest Niebo. Po Mszy Świętej mieliśmy okazję rozważać te słowa w ciszy, podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Po jej zakończeniu rozpoczęliśmy wspólną zabawę grając w planszówki. W większą część z nich grałem pierwszy raz, ale dzięki dużej cierpliwości innych wolontariuszy szybko wszystko zrozumiałem. Temu wszystkiemu towarzyszyło dużo uśmiechu.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy od jutrzni oraz krótkiej medytacji. Po śniadaniu słuchaliśmy konferencji ks. Pawła, który posługuje w Zambii, gdzie tworzy nową parafię. Mówił on głównie o Wolontariacie i wyzwaniach, jakie czekają wolontariusza na misji. Nauczył nas pięciu cech, jakie powinien posiadać każdy Wolontariusz myślący o misjach. Myślę, że jego konferencja była bardzo przydatna i pomocna szczególnie dla nowych wolontariuszy, ponieważ dowiedzieliśmy się, nad czym tak naprawdę musimy pracować. Kolejnym punktem były warsztaty, na których poruszyliśmy problem radzenia sobie w trudnych i niespodziewanych sytuacjach,  ich analizę, sposoby i etapy, w jakich można rozwiązywać problemy spotykające nas w codziennym życiu. Taki nowo poznany, teoretyczny sposób ich rozwiązywania, był dla mnie kompletną nowością, ale myślę, że tym samym kolejną potrzebną rzeczą, którą wyniosłem ze spotkania. Po warsztatach mieliśmy czas wolny, który wraz z grupą innych wolontariuszy spożytkowaliśmy na planszówki. Niestety czasu tego było mało i zleciał bardzo szybko. Na kolejną część, którą były warsztaty z rękodzieła,  szedłem bardzo niechętnie, bo nie przepadam za takim spędzaniem czasu. Moja niechęć okazała się bezpodstawna, ponieważ koniec końców stworzyłem bardzo ładnego kurczaczka. Kolejnym punktem naszego spotkania był wyjazd autokarami do Trzebini, gdzie modliliśmy się wraz z bp. Janem Zającem przy trumnie Helenki. Było to dla mnie również niezwykłe doświadczenie, modlić się przy trumnie kogoś, kto jest już w Niebie.

Kolejny nasz dzień rozpoczął się również od jutrzni, medytacji oraz od rozważenia fragmentu Pisma Świętego. Później, zaraz po śniadaniu odbyły się warsztaty na temat przygotowania kiermaszu misyjnego, na których zdobywaliśmy informacje o organizacji i prowadzeniu kiermaszów. Za pomocą scenek przedstawiliśmy najlepszy oraz najgorszy z możliwych przebieg kiermaszu, co dostarczyło nam wiele zabawy i radości. Powoli czas naszego spotkania dobiegał końca i po krótkiej przerwie, podczas której mieliśmy okazję ostatni raz wspólnie zagrać w gry, udaliśmy się do auli na spotkanie podsumowujące czas spędzony u księży Salwatorianów. Na tym spotkaniu dowiedzieliśmy się o planach wolontariatu, ale też zostaliśmy zachęceni do dalszego angażowania się w to dzieło. Zarówno ten dzień jak i całe spotkanie zakończyliśmy wyjazdem do Libiąża na pogrzeb Helenki.

Całe spotkanie bardzo mi się podobało, poznałem wiele nowych fantastycznych osób. Na koniec, bo nie wypadało mi na wstępie, chciałbym przypomnieć księdzu Marcinowi, o lodach które nam obiecał, a których ku mojemu zdziwieniu nie było. Ale mimo tego jestem szczęśliwy, że mogłem ten weekend spędzić właśnie w Krakowie i poświęcić go przede wszystkim Bogu, ale też ludziom, z którymi mogłem się zapoznać, modlić oraz bawić.

Krzysiek Stoś
Wolontariusz WMS

 

Luty, czas na kolejne, drugie w roku akademickim spotkanie ogólnopolskie. Tym razem jednak odczucia przed przyjazdem były inne, pojawiał się wręcz strach i obawy… Pewnie w głowach wielu osób widniała wizja przyjazdu do Krakowa, gdzie pośród łez i smutku, każdy wita się w grobowej ciszy. Było jednak zupełnie inaczej.

Wiara, miłość, nadzieja…
… z nich zaś największa jest miłość.

Te słowa najbardziej opisują to spotkanie. Choć było ono dla nas trudne, to doświadczyliśmy na nim tak wiele Miłości Bożej i  tej ludzkiej. Dzięki wierze mogliśmy przeżyć je w taki sposób, że nadzieja, która jest w naszych sercach, pozwoliła nam wiele zrozumieć i mimo trudnych chwil zachować zupełnie wewnętrzny spokój. Spotkanie intensywne, plan napięty, mimo to jednak wiele siły. I warsztaty, które pomogły wiele zrozumieć, wiele poukładać w głowie, wszystko przetrawić i na spokojnie przyjąć, a nawet cieszyć się i widzieć dobre strony z sytuacji, która wyniknęła. Nie boimy się już powiedzieć otwarcie, o co chodzi, że to śmierć Helenki tak wiele zmieniła, ale otworzyła też nasze serca na ogrom Łaski Bożej, która przepełnia nasze serca. Tego, co czuliśmy i z czym odjechaliśmy, nie da się opisać, to można tylko poczuć. I my czujemy, głęboko w naszych sercach. To był weekend pełen cudów, tych małych, które jednak były bardzo wyjątkowe, jak i tych większych. A siła naszej wspólnoty… to coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. Od zawsze byliśmy jak rodzina, która z chęcią przygarnie do siebie każdego. W tym wyjątkowym czasie, można było poczuć jednak to wsparcie od każdej osoby ze zdwojoną siłą. Uśmiechy na twarzach, uściski, ciepłe słowa i radość, ogromna radość! Nie zabrakło jej w ani jednym momencie. To postawa prawdziwej wiary, która odmienia po raz kolejny nasze serca, by iść i głosić. A po spotkaniu w uszach dalej brzmią słowa piosenki:

 

,,Zaprowadź mnie tam,
gdzie powrotu nie ma,
gdzie ustaje wiara
spełnia się nadzieja.

Gdzie światłością pachnie
każdy skrawek Nieba,
bo ją na swój obraz
miłość wylewa.”

I Niebo jest nam o wiele bliższe 🙂

Ola Czapla
Kasia Myjkowska
Wolontariuszki WMS

Gdy dołączyłam do Wolontariatu Misyjnego Salvator, wszyscy opowiadali z jaką radością jadą na spotkania ogólnopolskie, że czuć tam tę niezwykłą atmosferę. I dziś stwierdzam, że nie mylili się!

Weekend (17-19 lutego) spędzony w Krakowie to moje pierwsze spotkanie ogólnopolskie. Tym bardziej zostanie na długo w pamięci. Jechałam na nie z pewnymi obawami, bo przecież będzie tam masa nowych osób, których nie znam.  Pojawiały się też pytania i wątpliwości, co do mojego pierwszego wyjazdu. Najlepszym źródłem pokoju jest Eucharystia i Adoracja Najświętszego Sakramentu, od których rozpoczęliśmy spotkanie. Piątkowy wieczór to moment, w którym poczułam się jak w domu, choć była to moja pierwsza wizyta w tym miejscu. Czułam jak Pan Jezus uspokaja moje serce i daje mi pewność, że podjęte decyzje są dobre. Zapragnęłam, aby przeze mnie objawił się innym ludziom i abym wszystko czyniła dla Jego chwały. Ogromnym plusem tego spotkania była jego różnorodność. Nie brakowało momentów, w którym napełnialiśmy naszego ducha Bożym Słowem, ale i mogliśmy dowiedzieć się, jak najlepiej przygotować się do misji w praktyce. Ważnym momentem była dla mnie konferencja ks. Pawła Fiącka, podczas której dotarło do mnie, jak ogromnym wyzwaniem jest wolontariat misyjny. Jak wiele od siebie należy dać. I kiedy zastanawiałam się, skąd ja wezmę te wszystkie cechy, dostałam odpowiedź, że w każdej najtrudniejszej sytuacji wracam do Pana Boga i powierzam Mu moje sprawy. Wszystko zataczało koło wokół pobożności i żywej relacji z Panem Bogiem. Na nic zdadzą się wypracowane przeze mnie umiejętności i cechy, skoro nie będzie we mnie świadomości, że wszystko jest łaską.

Sobota obfitowała także w ciekawe warsztaty. Był to czas dobrej integracji, a także uświadomienia sobie tego, czym są dla nas trudne sytuacje i znalezienia w sobie takich zasobów, aby je rozwiązać. Na warsztatach z rękodzieła okazało się, że praca w pojedynkę nigdy nie daje tyle radości i nie jest tak efektywna, co współpraca! 🙂

Spotkaniu ogólnopolskiemu w Krakowie towarzyszyło wiele radości, ale i smutek po tragicznych wieściach z Boliwii. Nigdy nie doświadczyłam tak ogromnej siły wspólnoty. Przeżywanie takich momentów wspólnie daje dużo pokoju i nadziei. Kiedy w Sanktuarium w Trzebini zobaczyłam napis „Zgromadziła nas tu miłość Chrystusa”, była to dla mnie jasna odpowiedź, że Helenka oraz my zgromadzeni na modlitwie wokół jej trumny jesteśmy tutaj właśnie powodowani Jego Miłością. Nie potrzebowałam więcej zapewnień, że Jego drogi są zawsze najlepsze. Patrząc na to, ile dobra już wydarzyło się po śmierci Heleny, jestem dumna, że mogę być częścią takiej wyjątkowej wspólnoty.

To był wyjątkowy czas, który obfitował w piękne doświadczenia. Przede wszystkim jednak napełnił mnie dużym pokojem, że moja misja, choć kiedyś wydawała się bardzo odległa, dziś staje się możliwa! 🙂

Justyna Dalasińska
Wolontariuszka WMS

Moja Misja. Misja Możliwa.

Minione spotkanie Wolontariatu Misyjnego Salvator, które  miało miejsce w tak niecodziennych okolicznościach, przeżyliśmy pod hasłem Moja Misja – Misja Możliwa. Mam poczucie, że najlepszym określeniem na ten intensywny czas modlitwy, spotkań i warsztatów są trzy słowa „dzielenie się sobą”. Doświadczyłam tego bardzo osobiście w czasie przygotowywania i prowadzenia warsztatów wraz z siedmioma niesamowitymi dziewczynami. Nasza misja okazała się możliwa już tam w Krakowie w naszej wolontariackiej codzienności. Czego od nas wymagała? Odwagi, zaufania, wzajemnego wsparcia, wymiany doświadczeń, nie jednego kompromisu. Czego wymagała od uczestników warsztatów? Otwartości na drugiego człowieka, chęci do działania i zaangażowania.

Czy możemy już dostrzec efekty tej krótkoterminowej zwyczajnej misji? Myślę, że najlepszym przykładem jest wspólnota, którą tworzymy i to w jaki sposób ją tworzymy – dzieląc się zarówno swoimi zaletami, jak i słabościami – wspierając się w trudnych chwilach, motywując się do działania – do rozeznawania swojego powołania.

 

Magdalena Borowiec
Wolontariuszka WMS