[SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] Kraków – luty 2020 cz.1

[SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] Kraków – luty 2020 cz.1

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Moja przygoda z WMS-em właściwie dopiero się zaczyna. Spotkanie ogólnopolskie w Krakowie było moim pierwszym. Jak często się mówi, początki bywają trudne. Nie spodziewałem się, że aż tak.

Mam głębokie przekonanie, że gdy pojawiają się przeciwności, to zawsze potem dzieją się dobre, piękne rzeczy. Doświadczyłem tego namacalnie, gdy czwartkowego wieczoru, dosłownie kilka godzin przed wyjazdem, rozbiłem się samochodem lądując na dachu. Poczytuję za ogromny, Boży cud fakt, że zupełnie nic mi się nie stało. Po szoku, jaki przeżyli zwłaszcza moi najbliżsi tego wieczoru, ja sam nie miałem większych wątpliwości – chcę jechać jutro do Krakowa. Tak też się stało. Wraz z Gabrysią znaleźliśmy na prędce bilety i z samego rana ruszyliśmy. Nasza droga obfitowała w wiele jeszcze przeżyć, ale nie o tym chcę powiedzieć.

Gdy dotarliśmy i zadomowiliśmy się w krakowskim ośrodku, od razu urzekła nas wielka i szczera serdeczność ludzi. To coś, co powodowało, że z każdym kolejnym momentem byłem jeszcze bardziej pewny, że dobrze, że tu jestem.

Przepięknym doświadczeniem był dla mnie szczególnie panel powołaniowy. Nie potrafię do końca wytłumaczyć dlaczego, ale zaraz po jego pierwszej części poczułem głęboką chęć modlitwy. Poszedłem do kaplicy i zrobiłem coś, co zdarza mi się bardzo rzadko – zacząłem płakać. Nie czułem się smutny, przygnębiony, zdenerwowany, nie czułem się jakkolwiek – to były łzy Bożej łaski. Klęczałem i modliłem się, pytałem o powołanie. Otworzyłem Pismo Święte tam, gdzie ostatnio skończyłem je czytać. Była to historia przyjaźni Dawida i Jonatana. Dwukrotnie podkreślone było, że Jonatan pokochał Dawida jak siebie samego. Wtedy poczułem, że mimo, iż nie wiem jeszcze na 100%, którędy wiedzie mnie moja droga życia, to wiem na pewno, że moim powołaniem na teraz jest właśnie kochać. To brzmi jak coś bardzo oczywistego, ale rzeczywiście bardzo wpisuje się w mój ostatni czas. Zrozumiałem jak ważne są dla mnie osoby, które mam obok siebie. Utrwaliłem też w sobie ważną prawdę, że przyjaźń nie jest na wyłączność, ale najpiękniejsza jest wtedy, gdy może dzielić się swoimi owocami także z innymi.

Mógłbym bardzo wiele napisać jeszcze o radości Eucharystii, która była tam bardzo widoczna, wartościowych rozmowach z wieloma wolontariuszami, księżach, którzy dali świetne świadectwo tego jak być otwartym i odpowiadać na potrzeby młodych, czy arcyciekawych konferencjach zaproszonych gości. Chciałbym jednak, aby wyraźnie wybrzmiała tu jeszcze jedna rzecz.

Jestem tegorocznym maturzystą. Za kilka miesięcy usiądę w ławce i będę, jak to się często mówi, decydował o swojej przyszłości. Miałem jakiś czas temu moment, że bardzo pochłonęła mnie nauka i przyćmiła inne sfery mojego życia – zwłaszcza relacje z ludźmi. Ostatni czas, a zwłaszcza ostatnie rekolekcje KSM w naszej diecezji i właśnie spotkanie w Krakowie, pokazał mi bardzo ważną prawdę. Nauka jest bardzo istotna, ale tak naprawdę będzie prawdziwie owocna i satysfakcjonująca dopiero wtedy, gdy będzie mogła komuś służyć. Przekonałem się, że gdy działa się na rzecz Królestwa Bożego, to naprawdę doba wydłuża się w przedziwny sposób. Im więcej robię, tym mam więcej czasu na wszystko. Jezus mówi: „Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, pozbawią go i tego, co ma.” (Mk 4, 25). To wielka prawda. Działając na wielu płaszczyznach, przejeżdżając prawie całą długość Polski, walcząc i pokonując siłą imienia Jezus przeciwności, wiem na pewno, że matura pójdzie znakomicie, a to, co robię, wyda owoc – taki jak On będzie chciał. Chciałbym powiedzieć przez to wszystkim, którzy mają jakiekolwiek wątpliwości, czy dadzą radę, czy zdołają pogodzić wolontariat ze swoim intensywnym życiem, że TAK – dacie radę! Gdy Ty coś tracisz, Jezus daje Ci kilka razy więcej! Zrób krok, rusz za Jego głosem, a On zrobi resztę! Jonasz ruszył do Niniwy z marnym kazaniem, przechodząc ledwie jeden dzień drogi z trzech, które były potrzebne, a jednak… całe miasto się nawróciło!

Bóg jest wielki! Jestem Mu bardzo wdzięczny za WMS i to, jakiego znaczenia nabiera w moim życiu. Dziękuję wszystkim, dzięki którym, będąc trochę z końca świata, czuliśmy się w Krakowie jak w domu. Dziękuję księdzu Mirkowi, księdzu Wojtkowi, i księdzu Marcinowi, a także wszystkim organizatorom tego pięknego dzieła. Za wszystko, co się w ten weekend zadziało – bądź uwielbiony, Panie!

Zapewniam zatem, poświadczam i głoszę całemu światu – BÓG DAJE CI WSZYSTKO, CZEGO CI POTRZEBA! Zrób krok i dołącz do nas! Podejmij wyzwanie!

Wolontariusz WMS i „Ziomek z północy”- Szymon

***

Więcej zdjęć znajdziecie na naszym Facebooku [ZDJĘCIA]

Dodaj komentarz

Zamknij
×
×

Koszyk