[SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] Trzebinia – listopad 2019 cz.2

[SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] Trzebinia – listopad 2019 cz.2

Chyląc się ku końcowi naszego spotkania, naszła mnie pewna myśl.
Być misjonarzem nie równa się być wolontariuszem. Być misjonarzem, to być apostołem.
Wśród nas są naprawdę prawdziwi i wciąż aktualni apostołowie. Świadczący wciąż w ten sam sposób o Chrystusie. I mimo, że naprawdę bardzo chciałam opisać to wszystko, co tam się wydarzyło, i wszystkich, których tam zobaczyłam, to moje myśli mkną ku jednej osobie.
Pomiędzy wieloma prezentacjami wyjazdów misyjnych znalazł się jeden chłopak opowiadający o swojej posłudze w Gruzji.
Opowiadał o pewnym podopiecznym, który nie jest zdolny do samodzielnego chodzenia. Opowiadał o tym jak On i jeden z ojców Kamilianów wciągali go na swoich ramionach na najwyższe (o ile mnie pamięć nie myli) piętro budynku. Potem upadali razem z nim zmęczeni na łóżku, aby go posadzić, odczuwając jednocześnie jakże ogromną ulgę. „To Szymon z Cyreny!” – pomyślałam. Nawet nie była to myśl. To tak, jakby ktoś wykrzyczał to w mojej głowie. Zobaczyłam w nim Szymona i zrozumiałam. Zrozumiałam, że najcenniejszy jest krzyż, który sam staje przed nami. Krzyż, który daje nam okazję, aby zapierając się siebie, współodkupiać świat wraz z Chrystusem. Tak jak Szymon, On pomagał – można by powiedzieć, że w codzienności tamtego człowieka – wnosić ten krzyż na Jego Golgotę. Mówiąc o tym wszystkim stał pod krzyżem. I w tym samym momencie ten sam Jezus z krzyża głowę miał skierowaną tak, jakby spoglądał na niego z ogromną miłością. I wiem, że tak właśnie było.
Niepełnosprawność człowieka wcale nie polega na tym, że posiadasz wrodzoną dysfunkcję swojego ciała lub nie masz wystarczającej sprawności ruchowej. Nie polega też na tym, że nie jesteś uzdolniony do szybkiego myślenia i przyswajania informacji. Nie – to nie jest niepełnosprawność. Naszą jedyną niepełnosprawnością jest brak miłości.
I, tak samo jak Szymona, zobaczyłam w innych też Piotra czy Mateusza. Jednak nie będę o tym pisać. Nie dlatego, że jest to tajemnicą, lecz po to, byście i Wy mogli sami dostrzec w ludziach, którzy was otaczają, apostołów.
Kończąc, chcę tylko powiedzieć, żebyście nie żyli tak szybko, a kochali więcej. Zobaczcie jak wiele Was omija. Jeśli tylko zastanawiacie się, czy do nas dołączyć, to ja – jako nowicjusz – mówię TAK i biorę za to słowo odpowiedzialność. I jeśli rodzi się w Was obawa, że nie macie nic, co moglibyście od siebie dać, to znaczy, że właśnie w tym momencie macie najwięcej do dania. Pozostaje Wam teraz dać siebie. Miłość do ludzi, która jest silniejsza niż do samego siebie, przyjdzie z czasem. Podejmij tylko wyzwanie!
Magdalena, Wolontariuszka WMS

Dodaj komentarz

Zamknij
×
×

Koszyk