[SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] Trzebinia – listopad 2019 cz.3

[SPOTKANIE OGÓLNOPOLSKIE] Trzebinia – listopad 2019 cz.3

W spotkaniach ogólnopolskich brałem już udział kilka razy i zawsze po ich zakończeniu dochodzę do podobnych wniosków. Zazwyczaj czuję niedosyt z powodu tego, że to spotkanie tak szybko się skończyło i doceniam, że znowu mogłem w nim uczestniczyć, że znowu mogłem spotkać się ze znajomymi i przyjaciółmi. Podobnie było i tym razem, lecz doświadczyłem również czegoś nowego.
Funkcjonując przez dłuższy czas nieprzerwanie w swoim szarym życiu zapomniałem, jak to fajnie jest się od tego po prostu oderwać. Zostawić na boku to wszystko, czym się zajmowałem, i skupić się na mojej relacji z Bogiem w taki sposób, na jaki nie mam czasu na co dzień. Tym sposobem to spotkanie było dla mnie swoistymi mini rekolekcjami. Pomagał temu temat przewodni spotkania, którym był Chrzest i który szczególnie utkwił mi w pamięci. W zasadzie zdałem sobie sprawę, że nigdy nie zastanawiałem się nad tematem swojego Chrztu. Był on niejako poza moim zasięgiem. Miał miejsce w czasie, którego nie mogę pamiętać, a co dopiero mieć na to jakiś wpływ. Mimo to – jego skutki doświadczam na co dzień – będąc Dzieckiem Bożym oraz należąc do wspólnoty Kościoła.
Prawdą jest, że ten sakrament, jak sama nazwa wskazuje, jest wyznacznikiem chrześcijańskiego życia. W trakcie spotkania poczułem wielką wdzięczność z tytułu tego, że kiedyś moi rodzice zdecydowali się mnie ochrzcić. W ówczesnej rzeczywistości nie było to zbyt nieprawdopodobne. Wtedy jeszcze istniała pewna zgodność i powszechność przyjmowania sakramentów. Był to element tradycji, który silnie się kultywowało dla zachowania tożsamości, szczególnie w trudnych czasach komunistycznych. Po okresie przemian ustrojowych zaczęło się to stopniowo zmieniać. Zrozumiałem to będąc na w tym roku na misjach na Węgrzech. Tam ksiądz, u którego działaliśmy, powiedział, że po okresie komuny nastąpiło rozluźnienie w podejściu do sakramentów. W Polsce na szczęście proces ten przebiega dość powoli, jednak współcześnie coraz częściej słychać głosy, które mówią, że należy ze Chrztem czekać i dać dziecku wolność wyboru swojej religii w czasie, kiedy ono zechce.
Pytanie, które mi się nasunęło, to czy jest to kwestia zmiany czasów na takie, gdzie, dzięki zagwarantowanym swobodom, nie trzeba już bronić tradycją systemu swoich wartości? Czy może ta tradycja jest właśnie sednem problemu? Czy Chrzest nie stał się dla nas elementem pustej tradycji, pewnego obrządku rodzinnego, który należy wykonać? Czy w naszej świadomości nie stracił już swojego duchowego charakteru? Z drugiej strony – jest to sakrament, którego w szczególnych okolicznościach może udzielić każdy. Jak więc bez właściwej świadomości możemy być w stanie go udzielać lub go głosić? Są to kwestie, które po tym spotkaniu jakoś bardziej mnie nurtują…
Łukasz, Wolontariusz WMS

Dodaj komentarz

Zamknij
×
×

Koszyk