[SPOTKANIE REGIONALNE] Kraków – kwiecień 2020

[SPOTKANIE REGIONALNE] Kraków – kwiecień 2020

W jedną z kwietniowych sobót odbyło się (w wirtualnych warunkach) spotkanie regionu krakowskiego. Zaczęło się od konferencji ks. Mirosława. Konferencja skupiona była wokół (przypadkowo-nieprzypadkowo) WMS-owego patrona kwietnia – proroka Ezechiela, a więc tego, którego Bóg czyni mocnym. Co mnie uderzyło z samego początku, to słowa, że On – prawdziwie Zmartwychwstały – jest z nami wszędzie, w niewoli, na wygnaniu. Z ust ks. Mirka padły słowa o Ezechielu jako o nieprzypadkowym patronie właśnie tego miesiąca, kiedy niejeden/niejedna z nas czuje się, jak w zamknięciu, izolacji – wygnaniu. I właśnie wtedy (tutaj) pojawia się Ezechiel – może nie cały na biało, ale z podobnym doświadczeniem (sam żył w okresie niewoli babilońskiej). Co dalej mnie zastanowiło, to postawa Pana Boga, która nie zmienia się względem nas nigdy. On w tej ciemności izolacji, naszych serc, kwarantannowego strachu i niepewności mówi, żebyśmy byli mocni. Bo On tu jest i ogarnia. A my (ja, ty, wy) mamy do spełnienia robotę – misję. W końcowych rozdziałach księgi Ezechiela Bóg bowiem pokazuje mu pole pełne wyschłych kości ludzkich. Jak Ezechiel, tak i my mamy (zwłaszcza w tej trudnej dla wszystkich zasłonie świata) zadanie – ożywić te kości, zaprowadzając je do Źródła, Tego, który żyje. I tak sobie myślę, że to ja mam przytulać te wyschłe dusze, a w tym uścisku pokazywać im Zmartwychwstałego, który obiecał wszystkim, że wydobędzie nas z grobu. Problem, jak mówił ks. Mirosław, pojawia się wtedy, kiedy sami nie wiemy (a może nie czujemy), gdzie to nasze źródło trwa. W takich sytuacjach – nie warto płakać. Ten czas kwarantanny, szalejącej epidemii i strachu może paradoksalnie okazać się błogosławieństwem – chwilą wyciszenia, odnalezienia siebie w tej uwspółcześnionej babilońskiej niewoli. I padło też zachęcenie, żebyśmy nie bali się wejść do naszych serc i skonfrontować się z własnymi emocjami. Słowa trudne, ale obowiązkowe, żeby stać się posłanym – Ezechielem naszych czasów. Bo oprócz wezwania – które każdy z nas ma – musimy dawać świadectwo naszej drogi w Zmartwychwstałym. Tylko tak będziemy mogli przyprowadzać wyschłe kości do Źródła. Co jeszcze zapadło mi w pamięci, to słowa ks. Mirka odnoszące się do przedostatniego rozdziału księgi – o Źródle właśnie, wodzie dającej życie, które może wszystko. Dosłownie, niekoloryzowanie, bez ściemy. Tym źródłem jest oczywiście On – prawdziwy Bóg, przebywający wszędzie, na każdej szerokości geograficznej ludzkich serc i wyobrażeń. Nawet na wygnaniu. Ale trzeba zaznaczyć, że to na ołtarzu Jest najpełniej – tak jak nie ma Go nigdzie indziej. Na razie nie mamy możliwości, żeby korzystać z sakramentów w sposób, w jaki byliśmy przyzwyczajeni. Może czujemy się zagubieni, ja na pewno parę razy już podczas tej kwarantanny tak. Ale znowu przebiły się tu słowa ks. Mirka – Nie ma co płakać. I tak konferencja stała się dla mnie kolejnym wezwaniem do wykorzystania czasu izolacji na zmierzenie się z samą sobą, do stania się tą, którą Bóg czyni mocną. Po tej refleksji przyszedł czas na wspólną modlitwę różańcową, podczas której obejmowaliśmy myślą tych, w intencjach których przychodziliśmy do naszej nieocenionej Mamy. Oprócz gęstych momentów głębokiej kontemplacji (umilanej niekiedy dźwiękami zaskakującego nas pianina), było też parę chwil na podzielenie się najlepszymi ciekawostkami ze świata (i Mołdawii) – jak np. informacja o Mołdawii jako najciekawszej winiarni Europy (swoją półeczkę z przetworzonym sokiem z gumi jagód ma tam rzekomo sam Vladimir Putin). Spotkanie przez kamerkę to może nie to samo, co weekendowe pielgrzymki na ul. św. Jacka, ale dzięki śmiechom, konferencji, takiej atmosferze luzu poczułam obecność we wspólnocie. Dzięki rozwijającym warsztatom Feli przypomniałam sobie, jak ważne jest pamiętanie o trzech fundamentalnych elementach ludzkiego życia: dusza, ciało, umysł. W swoim wykładzie podkreśliła też ważną rolę emocji – informatorów. Zachęcała też, żebyśmy poznali lepiej samych siebie, przejęli centrum naszego dowodzenia (serce). Z kolei humorystyczno-aktywizującą częścią programu zajęła się Kasia. I tak – ktoś kapciem miał uciszyć grupę dzieci na misji, inny mieczem złagodzić ból brzucha kobiety (ks. Mirek), a jeszcze ktoś – powerbankiem wciągnąć kogoś do WMS-u. Kończąc już, chcę powiedzieć, że jestem wdzięczna za możliwość uczestniczenia w spotkaniu regionalnym WMS. Ta (nie)idealna kombinacja modlitwy, wspólnoty i śmiechu obudziła we mnie motywację, żeby, zmierzając się z własnymi emocjami, pokazywać innym Źródło. A On na pewno zadba o ich wyschłe kości, tak jak zajmuje się moimi.

Natalia, wolontariuszka WMS

Dodaj komentarz

Zamknij
×
×

Koszyk