Strona główna / Wyjazdy / ALBANIA: BILAJ (2010)

ALBANIA: BILAJ (2010)

Dla mnie Bilaj było przede wszystkim wielką niespodzianką – darem niebios 😉 Pojechałam tam na czyjeś miejsce, decyzje podjęłam w ciągu kilki minut, na naszykowanie się miałam 2 dni…

Zastanawiałam się potem, czy aby na pewno była to właściwa decyzja – nie zbyt pochopna? Jednak pewne fakty (to że zadzwoniono właśnie do mnie, to że z pracy puszczono mnie bez problemu, a nawet i to że dzień przed odjazdem dostałam zwrot podatkowy) pocieszały mnie, że może jednak Bóg chce mnie właśnie tam i w tym czasie. Pojechałam do Bilaj w trudnym dla mnie okresie – przez różne życiowe powikłania czułam się bardzo oddalona od Boga, cieszyło mnie zatem to, że będzie czas, który ułatwi mi szukanie drogi powrotnej. Przez cały pobyt w Bilaj nachodziły mnie rozterki, że nie jestem tam niezbędna, że mogłoby mnie tam nie być… Jednak myśl przewodnia – że nie jestem tam po to, by obdarzać, lecz po to, by czerpać boże łaski – dodawała mi otuchy i przywracała nadzieję. Piękno albańskiej przyrody, uśmiechy bilajskich dzieci, ich uściski, otwarte serca wolontariuszy, ciepła atmosfera, możliwość skupienia się na modlitwie, czerpanie radości z pracy…wszystko to pokazywało mi Bożą Miłość – której tak łapczywie pragnie człowiek. Bilaj to bycie z ludźmi w pracy, trudzie, radości, modlitwie…to wspólne odkrywanie Boga.

Nie mówię, że ten wyjazd odmienił moje życie, że się tam nawróciłam (przede mną pewnie jeszcze długa droga)…ale Bilaj to jeden z tych postojów, podczas których moja dusza mogła odpocząć od napływających ciemności. To miejsce, gdzie spotykają się ludzie dobrej woli, zarażający się wzajemnie ciepłem – a wszystko to w Bogu.

/-/ Katarzyna Szmigielska, Piastów

 

Sprawdź może...

[GALERIA] ALBANIA, JUBICE (2015) [relacja] / część 2

Jest 15 sierpnia, święto Wniebowzięcia NMP, odpust w Jubice. Wszelkie dyżury, zajęcia z dziećmi i prace fizyczne (oprócz tych w kuchni) zostały zawieszone. Nasi goście zostali uraczeni kolacją doskonałą: 3 rodzajami mięsa, 3 ciastami, 3 surówkami i pierogami. Prawdziwa uczta. Cały czas miałyśmy nadzieję, że niezaprawione żołądki wytrzymają nasze gotowanie.

[GALERIA] ALBANIA, JUBICE (2015) [relacja]

Jesteśmy na razie zgraną i zorganizowaną grupą, bo czuwa nad nami nasza cierpliwa mama, Dżastina. Czekamy aż pojawią się zapowiadane przez innych konflikty, ale szczerze mówiąc nawet nie miałybyśmy czasu na kłótnie. Bo wolny czas to tutaj rzadkość, szczególnie jeśli akurat ma się dyżur w kuchni. Nasz plan dnia jest zaplanowany co do minuty.