Strona główna / Wyjazdy / UKRAINA: CHARKÓW (2013)

UKRAINA: CHARKÓW (2013)

Myśląc o tym co było i co jest teraz…

Niesamowite, jak wpływają na nas i na to jacy się stajemy napotkani ludzie.
Albo czy to z czym się spotykamy, co dane nam było przeżyć… czy  wpływa na nasze postępowanie, myślenie o życiu i innych ludziach.
Miałam  szanse doświadczyć tego podczas wakacji i to doświadczanie trwa do dzisiaj.

Ja: „Mamo jadę na wolontariat misyjny”
Mama: „Dobrze Kasiu”
Ja: „Ale ja naprawdę pojadę”
Mama: „ yhm”.

Ja: „Mamo za miesiąc jadę do Charkowa na dwa miesiące
Mama: „Dziecko, oszalałaś!!?? Przecież to prawie Syberia, sprzedadzą Twoje organy albo porwą”.

Ja: „Jutro jadę do Charkowa, na Ukrainę, strasznie się tego boję. Boże, co Ty wykombinowałeś dla mnie znowu??”

To piękne bo Bóg” wykombinował”  dla mnie coś niesamowitego…

Na miejscu poznałam wielu wspaniałych ludzi, którzy poświęcili swoje życie innym, potrzebującym ludziom.
Nina- kobieta zajmująca się bezdomną młodzieżą. Jest  przyjaciółką, mamą, tatą, siostrą, psychologiem i nauczycielem życia dla młodych i cierpiących ludzi.

S. Renata- „Cud nie kobieta!!” Ta to dopiero miała siłę Pudziana razy 100 (albo raczej Boga). Siostra prowadzi Dom Samotnej Matki. Na co dzień przeżywała i widziała to co my widzieliśmy tylko podczas weekendowych odwiedzin- brak miłości matki do własnego dziecka, brak szacunku do siebie samej, a do tego obojętność na ofiarowane dobro. Siostra walczyła, cierpiała, krzyczała i groziła palcem, ale tylko przez chwilkę, żeby później pokazać ten blask radości w oczach, piękny uśmiech i serce małej dziewczynki. To była nasza „Ciocia”. Wieczorami opowiadała nam o swoich przygodach, odważnych czynach, my słuchaliśmy z szerokimi oczami i szczęką ocierającą się już o podłogę.
Dzięki Niej poznałam dawne ukraińskie zwyczaje- przyjmowania do domu, gościnności, otwartości. Tego doświadczyłam również od mieszkańców Ukrainy i dzięki Nim poczułam się jak w domu.

Pan Stanisław- matko jak ten człowiek jeździł! W sumie to jak… prawdziwy Ukrainiec. Czasami sobie myślałam, że  to cud, że wracamy cali i zdrowi z wypraw samochodem DePaul. Ale to ten człowiek Jako jedyny potrafił przywrócić porządek w kolejce ludzi ustawionych po posiłek, miał respekt wśród nich respekt, myślę, że to wiązało się z Jego serdecznością, uczciwością, opanowaniem i kulturą.  Jego serce, dobroć i pomoc każdemu potrzebującemu rozczulało i rozbrajało mnie  myślę, że wszystkich innych również.

Timur- jeździł jeszcze lepiej niż Pan Stanisław. Twierdząc, że im szybciej jedziemy tym mniej odczuwamy dziury na drodze dlatego troszkę jechaliśmy, a troszkę lataliśmy. Podczas korków robił różne dziwne rzeczy, których w Polsce nigdy nie widziałam i chyba żeby to znowu przeżyć muszę wrócić do Charkowa Miał świetny kontakt z młodzieżą przychodzącą do centrum DePaul. Timur był troszkę jak zbuntowany Ukrainiec, ale oprawiony w ramy czułego i serdecznego człowieka.

Ks. Michał- „Kaśka uśmiechnij się!!”. Jak teraz o Nim myślę to czuję Jego radość i pogodę ducha, którą nas- wolontariuszy obdarzał.

Ks. Jan- takiego człowieka pracowitego i skromnego to ze świecą trzeba szukać!! A żeby dobrze poznać..troszkę czasu.

„Ludzie z Gogola”- codzienna wizyta na ul. Gogola, pomoc i rozdawanie posiłków pozwalało na nawiązywanie znajomości z ciekawymi ludźmi. Trzeba było  czasu, aby odkryć to co niewidoczne Jeden Pan z wyglądem filozofa zaczął do mnie mówić w kilku językach, Gala rozweselała całe towarzystwo swoją obecnością codziennie czekałam, aż usłyszę Jej głos, wiedziałam, że za kilka minut się pojawi.

Młodzież z Centrum DePaul- nawet teraz kiedy to piszę pojawiają się łzy wzruszenia i tęsknoty. Nie zdążyłam ich poznać dobrze, nie zdążyłam wielu rzeczy z Nimi zrobić. Za to Oni zdążyli mnie nauczyć: pokory (odrobinkę, ale nadal się staram), cierpliwości, szacunku do drugiego człowieka i zrozumienia.  Historią, każdego z tych chłopaków i ich doświadczeniem, można by było obdarzyć kilku „zwykłych” ludzi, ale przyjmowali tą sytuację jako „normalna”. Strasznie za Nimi tęsknię…

Nie napisałam o jednym… przy codziennym spotykaniu cierpienia, walki o każdego człowieka, przy wysiłku włożonym w pomoc innym, przy codziennej ciężkiej pracy, zawsze towarzyszył tym ludziom uśmiech i pogoda ducha. Myślę, że Ci ludzie siłę czerpali z wiary i dostrzegania owoców swej pracy.

Ostatnio koleżanka powiedziała mi, że mam jedną taką dobra cechę: nawet jeśli czegoś nie robiłam, nie wiem jak, boję się cos zrealizować lub podjąć decyzję to i tak postawię ten pierwszy krok, a wtedy nawet jeśli nie wyjdzie to uczę się czegoś nowego i zdobywam doświadczenie, jeśli nie wyjdzie to przecież nie koniec świata. Myślę, że tego nauczyłam się w Charkowie, żeby czegoś dokonać, coś osiągnąć i przeżyć, trzeba próbować

Było jeszcze wielu innych ludzi, ale zrobiłaby się z tego książka. Więc napisze o Nich tylko to że spotkałam na Ukrainie Radość, Wiarę i Poświęcenie.

Ten pobyt na Ukrainie w Charkowie nauczył mnie pokory, szacunku do drugiego człowieka i tego, że każdy powinien, a nawet musi zauważać potrzebujących wokół siebie. Staram się teraz nie oceniać, a poznać  i wysłuchać drugiego człowieka. Zauważyłam i doceniłam to co mam i wiem, że nie mogę narzekać, a wręcz bardzo się cieszyć.  Chciałabym naśladować tych dzielnych ludzi, których tam spotkałam, w moim codziennym, zwykłym życiu i proszę również o to Was.

 

/-/ Katarzyna Proć, WMS Lublin

Sprawdź może...

Autonomia Palestyńska: Emmaus (2013)

W 2013 roku na placówce misyjnej w domu opieki społecznej prowadzonym przez siostry salwatorianki w Al Quebibeh (biblijne Emmaus) posługiwały Paulina Olechowska oraz Marta Trawińska. Przedstawiamy Wam świadectwo Pauliny.

GALERIA: Emmaus 2013

W 2013 roku na placówce misyjnej  w domu opieki społecznej prowadzonym przez siostry salwatorianki w …