Strona główna / Wyjazdy / Filipiny 2016 – Czy rana się zagoi?

Filipiny 2016 – Czy rana się zagoi?

  • RELACJA
  • GALERIA

IMG_0906

 

Filipiny to kraj wielu kontrastów, odmienności, mieszanka kultur i języków. Odnaleźć się w tym nie jest łatwo, ale mimo to czuję, jakbym już to wszystko gdzieś widziała. To pewnie dzięki tym wszystkim zdjęciom i materiałom wideo, które przejrzałam w trakcie przygotowań do przyjazdu na Filipiny. Z jednej strony, miejsca i ludzie wyglądają tak samo jak na zdjęciach. Z drugiej strony, fotografie nie oddadzą zapachów, gwaru, spojrzeń, potu, radości i brudu, który towarzyszy tym momentom wykonywania zdjęć. Na ujęciach można zobaczyć uśmiechnięte, pełne energii dzieci. Nie wiadomo jednak, co skrywają ich twarze. Czy za tym uśmiechem stoi szczera radość i sympatia? Nie wiadomo.

Nie wiemy, co robią nasi uczniowie, gdy wracają do domów po skończonych zajęciach. Czy coś będą jeść? Czy rodzice się nimi zajmą? Czy gdy boją się ciemności, ktoś je przytuli? A co z nogą rozciętą o puszkę, rzuconą gdzieś na ulicy? Przecież lekarstwa są za drogie. A jeśli dodatkowo wda się zakażenie? Biegając na boso po błocie, aż do domu, żeby położyć się na jednym materacu z kilkuosobową rodziną, czy rana się wyleczy? A co z muchami, które są wszędzie, siadają na psach, ryżu, twarzy – czy rana się zagoi? Mnóstwo pytań, ciągle pojawiają się nowe, a odpowiedzi szukamy zawzięcie. Nie wiem, czy kiedyś je znajdziemy. To jednak nie przyćmiewa nam naszego celu. Chcemy poprzez tę wyjątkową możliwość, która została nam dana, być dla dzieci, akceptować je takie, jakie są, zachęcać do wspólnych zabaw, okazywać radość i pokój.

Codziennie zadaję sobie pytanie, jak to jest możliwe, że już mija czwarty tydzień naszych zajęć, a spotkania są nieustannie przepełnione śmiechem, dobrą zabawą i dzieci jeszcze przychodzą na lekcje. W to na pewno swój wkład mają nasi Aniołowie Stróże i życzliwe osoby, które pomogły się nam przygotować w Polsce, teraz zawierzają nas swoim modlitwom i pamiętają o nas. Same na pewno byśmy nie dotrwały aż do tego momentu.

Gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że te trzy miesiące spędzę na Filipinach, prowadząc zajęcia dla dzieci z najuboższych dzielnic stolicy kraju, nigdy bym w to nie uwierzyła, ale wiem, że to jest miejsce, w którym powinnam teraz być.

Marta Różycka