Strona główna / Wyjazdy / [WYJAZDY] MEKSYK: CAMPECHE (2015) / 12 ŻYCZEŃ NA WIGILIĘ

[WYJAZDY] MEKSYK: CAMPECHE (2015) / 12 ŻYCZEŃ NA WIGILIĘ

Nie będzie barszczu, ani tym bardziej uszek. Żadnych pierogów. Nie ukisimy kapusty i nie popijemy racuchów kompotem z suszu. O śniegu nie wspomnę. Prześlemy Wam za to 12 życzeń w iście campechańskim stylu.

Oczywiście przesadzam. Będzie barszcz, bo mamy sproszkowane zapasy
z Polski. Będą ruskie, bo zaraz je ulepię. Nawet krokiety z kapustą, która smakuje prawie jak nasza kapusta. Ważne, że się staramy o namiastkę rodzimych Świąt, choć – rzecz jasna – „prawie robi wielką różnicę”. Ale nie chodzi o to, żeby było dokładnie tak, jak w Polsce. I tak nie będzie.

Jest inaczej. Ani lepiej, ani gorzej. Wszystko ma swój urok. Jak 12 apostołów, 12 godzin na zegarze i 12 potraw na wigilijnym stole – 12 meksykańskich promieni słońca leci do Was właśnie teraz! A z nimi życzenia!

1 – Miłości, bo wszędzie i zawsze jest najważniejsza.

2 – Pana Boga, by zawsze był motorem działania, źródłem szczęścia i pokoju.

3 – Przyjaciół we wszystkich zakątkach świata, ale sercem zawsze blisko.

4 – Czasu – żeby płynął Wam choć trochę tak, jak w Campeche.

5 – Kolorów, szaleństw i uciech, które wypełnią życiowe szarości.

6 – Muzyki, bo gdzie grają i śpiewają, tam radośnie i swojsko.

7 – Wspólnoty, która będzie drugim domem.

8 – Optymizmu i uśmiechu – bo bez nich ani rusz.

9 – Pasji, ofiarności i entuzjazmu we wszystkim co robicie.

10 – Bliskości – takiej prawdziwej, z ludźmi i Chrystusem.

11 – Odwagi, by zacząć walczyć o wszystkie wyżej wymienione.

12 – Wytrwałości, by nigdy nie spocząć na laurach.

Wszelkiego błogosławieństwa na Boże Narodzenie i Nowy Rok!

íFeliz Navidad y Prospero Año Nuevo!

Sprawdź może...

[GALERIA] MEKSYK: CAMPECHE (2015) / relacja 2

To niewiarygodne, ale jestem tu już miesiąc. Minął jak tydzień. A wydaje mi się, że mieszkam tu od lat. Chociaż oczywiście nadal jestem tylko polskim bobasem na obcej ziemi. Gaworzę, wierzgam pulchnymi nóżkami, próbuję raczkować. Wszyscy się mną dziwią, sprawdzają i dają dziesiątki w campechańskiej skali Apgar. Pojawiło się nowe dziecko w rodzinie. Wokół aż roi się od meksykańskich mam, tatusiów, sióstr i braci. Wszyscy o mnie dbają, wciskają słodycze w dłonie, zabawiają i bacznie obserwują. A ja uparcie robię w pieluchy.

[WYJAZDY] MEKSYK: CAMPECHE (2015) / relacja 1

Choć podróż trwała dobę, już nocą tego samego dnia dotarłam do San Francisco de Campeche. Dowiedziałam się o tragedii w Paryżu i kolejny raz poczułam Bożą opiekę, której zaznaję w obfitości. Usłyszałam pierwszą piosenkę Juana Gabriela, zjadłam pierwsze tortille, poznałam pierwszych Meksykanów. Zaczęło się nowe i szybko przestałam myśleć o ostatnich sprawach, które zdążyłam (lub nie zdążyłam) załatwić w Polsce.