[MISJE] Zambia, Mungu – Asia i Magda, 2019

[MISJE] Zambia, Mungu – Asia i Magda, 2019

Kiedy leciałyśmy do Zambii nie wiedziałyśmy czego się spodziewać. Choć dowiedziałyśmy się co nieco od wolontariuszy, którzy byli tam przed nami, to jednak opowieści opowieściami, a rzeczywistość rzeczywistością i okazała się bardziej niesamowita niż mogłyśmy przypuszczać.Pierwsze dni były dla nas czasem aklimatyzacji. Przyzwyczajałyśmy się do nowego miejsca, klimatu i kultury, poznawałyśmy tamtejszych ludzi. Większość czasu spędzałyśmy w małej wiosce Mungu. Choć dużą rolę odgrywał nasz inny kolor skóry, to jednak normą tam jest, że każdy każdego pozdrawia, każdy się z każdym wita i zapyta „How are you?” albo „Mauka błandżi”, a czasem nawet dłużej porozmawia. Od początku doświadczałyśmy niesamowitej życzliwości ze strony zambijskiej ludności, dzięki czemu szybko przestałyśmy czuć się jak ktoś obcy, przyjezdny, a poczułyśmy się jak element tamtejszej społeczności. Do dziś wspominamy sytuację, kiedy ks. Paweł (misjonarz na placówce gdzie posługiwałyśmy) przedstawił nas jednej z par animatorów. Niezwykle nas poruszyło jak ciepło nas przywitali, mówiąc że na nas czekali i nie mogli się doczekać naszego przyjazdu.Głównym naszym zadaniem na misji było poprowadzenie warsztatów dla tzw. marriage animators, czyli małżeństw, które prowadzą kursy przedmałżeńskie w parafii. Początek był chyba najtrudniejszy. Część materiałów przygotowałyśmy i zebrałyśmy jeszcze w Polsce, ale z racji różnych obowiązków przed wyjazdem nie udało nam się ich przygotować w pełni. Dlatego już dużo wcześniej ustaliłyśmy z ks. Pawłem, że będziemy miały czas na to Zambii. Na miejscu około 2 tygodnie spędziłyśmy na zbieraniu i tworzeniu materiałów, rozmowach z animatorami dotyczących ich oczekiwań co do warsztatów, tłumaczeniu tekstów na język angielski i przygotowaniu prezentacji. Kiedy wszystko już było gotowe, zorganizowaliśmy 2 weekendy warsztatów, podczas których przekazywałyśmy parom naszą wiedzę i doświadczenie. Podczas pierwszej części omówiliśmy tematykę teologii małżeństwa i rodziny, rodzicielstwa, wychowania, funkcjonowania rodziny na co dzień oraz komunikację w rodzinie. Druga część dotyczyła seksualności w życiu małżeństwa – chorób przenoszonych drogą płciową, antykoncepcji, czystości, a w sposób szczególny skupiłyśmy się na Naturalnych Metodach Planowania Rodziny. Animatorzy otrzymali od nas też materiały, tak aby mogli wracać do informacji, które im przekazałyśmy. Niesamowite było patrzeć na zapał i skupienie naszych zambijskich słuchaczy oraz to, jak cieszy ich zdobywana wiedza. Ich zaangażowanie dodawało nam siły do dalszej pracy. Po zakończeniu warsztatów ruszyłyśmy z cyklem kursów przedmałżeńskich w 4 podstacjach. Trwały one w sumie przez 5 tygodni. Naszym zadaniem było monitorować spotkania prowadzone przez animatorów, pomagać im, uzupełniać, a tylko w ostateczności prowadzić. Na swoje barki wzięłyśmy temat Naturalnych Metod Planowania Rodziny, gdyż dla nich była to wiedza zupełnie nowa i chciałyśmy, żeby oni sami mogli ją sobie jeszcze lepiej utrwalić. Zaangażowanie narzeczonych było dla nas niezmiernie budujące i mimo zmęczenia po każdym spotkaniu kursu wracałyśmy do domu z wielką radością na twarzy, ale przede wszystkim w sercu. Jeszcze większych skrzydeł dodawał fakt, że po każdym spotkaniu liczba chętnych do uczestniczenia w kursie i zawarcia związku małżeńskiego rosła.Mimo piękna naszej misji doświadczałyśmy na niej także wielu mniejszych i większych trudności. We wszystkich naszych spotkaniach towarzyszył nam parafialny katechista p. Chisandi, który tłumaczył to co my mówiłyśmy w języku angielskim na język miejscowy i odwrotnie. Czasami jednak z różnych przyczyn nie dawał rady dojechać i wtedy poprowadzenie danego kursu stawało się większym wyzwaniem. W jednej z podstacji dowiedziałyśmy się, że tylko jeden z kilkunastu uczestników potrafi pisać i czytać. Musiałyśmy więc uruchomić swoją kreatywność i dostosować kurs do ich możliwości. Kiedy zaczęła się pora deszczowa zdarzało się, że modliłyśmy się przed drogą i po drodze, żeby nigdzie się nie zakopać i dojechać na kurs. Różnych trudnych sytuacji mogłybyśmy wymienić dużo więcej, ale Pan Bóg na każdym naszym kroku utwierdzał nas, że nie musimy się o nic martwić i że to On prowadzi tę misję. Często z sytuacji, które wydawały nam się prawie nie do rozwiązania On wyprowadzał niesamowite rzeczy.Naszą posługę zakończyłyśmy współtworząc i współprowadząc z ks. Pawłem weekendowe rekolekcje adwentowe, najpierw dla młodzieży, a tydzień później dla dorosłych.Podczas naszej 3-miesięcznej posługi miałyśmy mnóstwo mniejszych codziennych zadań wynikających z potrzeby danego miejsca. Było to m.in. robienie dżemów z mango, gotowanie, wychowywanie psów, sprzątanie nowo wybudowanego kościoła na wyspie Chanse, czy po prostu czas spędzany z dziećmi z parafii, które były przeszczęśliwe, że chcemy razem z nimi potańczyć czy po prostu z nimi pobyć.Misja w Zambii była dla nas dużą lekcją pokory i dziękczynienia. Zrozumiałyśmy, że nie trzeba wiele mieć, by być prawdziwie szczęśliwym. Można żyć w skrajnej biedzie, mieszkać w domu z gałązek, czasami nie mieć co jeść, ale przede wszystkim mieć czas. Spotkałyśmy tam ludzi radosnych, dla których ważna jest rodzina i wspólnie spędzane chwile, którzy potrafią doceniać drobne rzeczy i to co mają. Ci ludzie nie są smutni, a wręcz bije od nich taka wewnętrzna radość. Zambia pokazała nam również, że czasami, a może i nawet zbyt często, my sami sobie komplikujemy życie poprzez to, że widzimy problemy tam, gdzie tak naprawdę ich nie ma. Czasami potrafimy mieć do siebie pretensje o coś, co w ogólnym rozrachunku jest zupełnie nieistotne. W momentach kryzysowych doświadczałyśmy bardzo konkretnego wsparcia od Pana Boga, który utwierdzał nas w tym, że jesteśmy tu Jego narzędziem, musimy Mu tylko zaufać i tego zaufania cały czas się uczyłyśmy. Czas spędzony w Zambii był także niezwykłą lekcją wiary. Choć jest ona tam jeszcze bardzo prosta i krucha, to zarazem niesamowita w swojej spontaniczności i tym, że jest obecna nie tylko od święta, ale przede wszystkim w codzienności. Ludzie w czasie Eucharystii śpiewają i tańczą, z daleka słychać dźwięk bębnów i tamburynów. Noszą ubrania z cziteng (tamtejszy rodzaj materiału) z wizerunkami Świętej Rodziny, świętych albo papieża czy biskupa. Na sklepach czy autobusach często widnieją obrazki i napisy o charakterze religijnym np. „Bez Jezusa nie ma życia”. Brakuje nam tego w Polsce. Takiej wiary przenikającej naszą codzienność.Misja w Zambii pokazała nam, że każdy z nas otrzymał od Pana Boga talenty, którymi może się dzielić z innymi, czasami bardzo proste, jak np. uśmiech, obecność czy wrażliwość, a czasami bardzo konkretne i praktyczne. Zobaczyłyśmy, że przejście przez życie, goniąc nieustannie za lepszym bytem niewiele daje. Warto natomiast zatrzymać się, posłuchać swojego serca i zobaczyć, jak wiele możemy dać od siebie innym, bo w tym tak naprawdę możemy odkryć największe szczęście – w byciu z drugim człowiekiem i Bogiem.

Magda i Asia, wolontariuszki WMS

Dodaj komentarz

Zamknij
×
×

Koszyk