Strona główna / Wyjazdy / [WYJAZDY] Rumunia, Timisoara (2015) [relacja]

[WYJAZDY] Rumunia, Timisoara (2015) [relacja]

  • RELACJA 
  • GALERIA

Salut!

Długo zastanawialiśmy się co Wam napisać. Może zacznijmy od tego, że nasz dzień jest bardzo poukładany. Ach, właśnie – i precyzyjnie trzymamy się planu. Codziennie rano wstajemy o 5.30 i razem z Piotrkiem idziemy biegać, aby nabrać sił do dalszego działania. Potem wracamy ze spokojem do domu, bierzemy relaksujący prysznic i pijemy szklankę źródlanej wody. Schodzimy na jutrznię do kaplicy, a następnie punktualnie na Mszę Św. Mamy dużo czasu, aby zjeść bogate śniadanie z całą wspólnotą i dopracować plan zajęć. Równo o 22 odmawiamy nieszpory. Kładziemy się wcześnie spać, bo przecież sen to zdrowie!

Żartujemy.

Tak naprawdę biega tylko Piotrek, a my wstajemy o 7.55 i biegniemy na Mszę. Dobrze, że mieszkamy prawie w kościele. Za to mamy niespotykaną okazję uczestniczyć w jutrzni w języku rumuńskim, węgierskim bądź niemieckim. W pośpiechu jemy śniadanie, pobudzając się kawą do życia. Krótka drzemka i do boju!

Jak już wiecie, na początku był chaos. Grupa naszych podopiecznych każdego dnia się powiększała, aż w końcu osiągnęła liczbę 54 osób. Przedział wiekowy – od 3 do 17 lat – więc znalezienie zajęcia każdemu stanowiło nie lada wyzwanie. Jednak lody zostały szybko przełamane, a chaos niepostrzeżenie zniknął. Rywalizacja w grupach była strzałem w dziesiątkę! Najstarsza osoba w zespole przyjmowała rolę lidera i opiekowała się młodszymi. Byliśmy pod wrażeniem ich współpracy i kreatywności oraz tego, że pomagali sobie nawzajem.
Dzieci były zaangażowane w zajęcia, nie narzekały i nie kłóciły się. Część dnia zajmowały energetyczne tańce, zabawy plastyczne i sportowe. A wszystko to w atmosferze przepełnionej dziecięcą radością.

Po przyjeździe do Rumunii spędziliśmy razem weekend – pozwolił nam zbudować między sobą dobre relacje, co przekładało się na doskonały kontakt z dziećmi. W grupie siła – sprawdziło się to w 100%! I jesteśmy szczęśliwi, że tak dobrze się dogadujemy. Komunikacja z naszymi podopiecznymi była trochę utrudniona, ponieważ nie znaliśmy na tyle dobrze j.rumuńskiego. Więc na ogół posługiwaliśmy się pojedynczymi słówkami, krótkimi zwrotami i w dużej mierze językiem ciała. Cerc,atenţie, linişte – były codziennie w użyciu. Ale starsza młodzież stanęła na wysokości zadania i bardzo nam pomagała w tłumaczeniu. Zresztą, najważniejszy był tu język naszych serc.

Nie wyobrażamy sobie naszej pracy bez codziennego wsparcia ks.Pisti’ego SDS, który doskonale potrafił nam pomóc i doradzić. Dzieciaki go uwielbiają, więc jego obecność ułatwiła nam rozpoczęcie pracy.

Dostaliśmy od dzieci baaaaaardzo dużo miłości i zaufania. Wspaniale było patrzeć na to, jak codziennie się na nas otwierają. A każdy uśmiech był bezcennym darem.

Dziękujemy naszym Aniołom Stróżom za wsparcie modlitewne, codziennie odczuwamy nowe siły do pracy 🙂 Prosimy o modlitwę w kolejnym tygodniu;)

 

Sprawdź może...

[ŚWIADECTWO] Pocztówki Pana Boga/Wielkopostne przemyślenia o Rumunii!

Jest taka cisza w człowieku, na której dźwięk milknie wszystko dookoła. Niepojęta. Irracjonalna. I takie …

[GALERIA] Rumunia, Timisoara (2015) [relacja]

Długo zastanawialiśmy się co Wam napisać. Może zacznijmy od tego, że nasz dzień jest bardzo poukładany. Ach, właśnie - i precyzyjnie trzymamy się planu. Codziennie rano wstajemy o 5.30 i razem z Piotrkiem idziemy biegać, aby nabrać sił do dalszego działania. Potem wracamy ze spokojem do domu, bierzemy relaksujący prysznic i pijemy szklankę źródlanej wody. Schodzimy na jutrznię do kaplicy, a następnie punktualnie na Mszę Św. Mamy dużo czasu, aby zjeść bogate śniadanie z całą wspólnotą i dopracować plan zajęć. Równo o 22 odmawiamy nieszpory. Kładziemy się wcześnie spać, bo przecież sen to zdrowie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *