Strona główna / Wyjazdy / [WYJAZDY] TANZANIA (2014)

[WYJAZDY] TANZANIA (2014)

  • RELACJA 
  • GALERIA 
  • PREZENTACJA 

Fragment blogu pisanego tam, w Tanzanii (23 lipca 2014):

Mój budzik dzwoni po raz pierwszy o godzinie 6. Wstaję tak, żeby być o 6.27 w kaplicy zaraz za ścianą (wtedy msza po angielsku bez chłopców) lub na zewnątrz (wtedy w swahili, z chłopcami). Po mszy zewsząd zaczyna rozlegać się szorstki odgłos zamiatania miotłami zrobionymi z konkretnych części palmowych liści, a wszyscy pracownicy (od ojców przez nauczycieli po chłopca doglądającego inwentarza) spotykają się na chwilę, żeby razem zacząć dzień, podać sobie rękę i życzyć miłej pracy. Zajęcia w ciągu dnia są dokładnie określone i tego planu wszyscy się trzymają. Chłopcy, którzy nie chodzą do szkoły (czyli większość) realizują jeden z dwóch programów: krawiectwo lub stolarstwo. Jednym z głównych celów działalności Child in the Sun jest nauczenie chłopców danego fachu i wyposażenie ich w potrzebne do pracy narzędzia aby mogli zacząć samodzielne życie. Z kolei młodsi chłopcy mają w tym czasie tzw. basic education. Po południu przychodzi czas na pracę przy uprawie warzyw, mecz piłki nożnej, mycie, naukę i oglądanie telewizji lub bębny/tańce. Nam przypadają po 2 godzinne lekcje dziennie, na zmianę angielski i matematyka ze starszymi lub młodszymi. Ale poza tym przy każdej nadarzającej się okazji ktoś ma jakieś pytanie, chce coś liczyć albo ma w szkole test i przychodzi z zeszytem: „sister, explaini presenti tensi  to me”

Przyznaję, że trudno mi przebić się przez nawyki wyrobione w szkole. Po pierwsze: taka klasa w tutejszej podstawówce liczy około stu osób (każda!) więc wiadomo, trudno żeby na lekcji angielskiego mieli mówić. Jeśli nie mówienie, to co? Pisanie. A raczej – przepisywanie. Staram się bardzo mało pisać na tablicy, bo chłopcy zamiast myśleć – automatycznie włączają tryb przepisywania i przerysowywania dokładnie tego, co i jak zapisałam. Jak przeglądam ich szkolne zeszyty, to wydaje mi się, że robią (czyt. przepisują) tylko gramę, bez słownictwa, całe strony pełne są terminów gramatycznych, trudnych struktur, parafraz i czego tam jeszcze można sobie wyobrazić. A dziecko nie zna podstawowych słów i pojęcia bladego nie ma o co chodzi w tych notatkach i w testach, które ma zaliczać. I jeszcze jedno: trudno wyciągnąć od nich szczerą odpowiedź na pytanie rozumiesz? bo w szkole najwyraźniej poprawną odpowiedzią jest tylko tak. Grupy poranne nie chodzą do szkoły. No i tutaj do powyższych dochodzi to, że w jednej grupie są chłopcy, którzy znają podstawy matematyki i angielskiego i tacy, którzy w ogóle nie potrafią pisać, czytać ani liczyć. Ale jak już Mateusz pisał – dajemy radę – po 2 tygodniach chłopcy wiedzą już jak pracować w grupach i parach, wiedzą że nie chcę żeby od razu wszystko dokładnie przepisali, i wiedzą, że mogą powiedzieć nie rozumiem.

O godzinie 16 (choć tutaj każdy powie, że o 10) – siadam na schodkach, w cieniu mangowca, żeby oglądać mecz. Zwykle po ciuchtku dosiada się Amani. Nie żeby pogadać. Żeby sobie razem posiedzieć i popatrzeć. Po chwili ze swoją torbą pojawia się kilkunastoletni Idi. Wyciąga zeszyt i długopis i czeka na kolejną literkę. Chciałabym żebyście mogli zobaczyć oczy Idiego kiedy pierwszy raz go pochwaliłam przy ćwiczeniu literki Aa. Spojrzał na mnie tak, że się zastanawiałam kiedy ostatnio (i czy w ogóle) ktoś go chwalił. Pisanie ćwiczy zawzięcie, a kiedy pytam czy zmęczony – dorzuca uśmiech numer 17, zdecydowanie zaprzecza i wyciąga książkę żeby uczyć się czytać.

W ogóle lubię patrzeć im w oczy. I nie trzeba znać żadnego obcego języka żeby odczytać spojrzenie. Twarz Innocentiego np. to przede wszystkim duże, piękne oczy. Któregoś dnia obiecałam, że po kolacji wytłumaczę mu to, co potrzebuje do szkoły. Okazało się, że następnego dnia jest test z angielskiego i chodzi o wytłumaczenie wszystkich czasów. Teraz, na raz, w dużej części w swahili…a nie powiem żebym miała nadwyżki energii tego dnia. Co ujrzałam wtedy w oczach Innocentiego? Radość, że obiecałam i przyszłam (jaki bilans spełnionych i niespełnionych obietnic w jego życiu?) i to wypowiedziane na koniec dziękuję też bardziej ujrzałam niż usłyszałam.

Więcej na:

http://wms.sds.pl/blog/tanzania/

Obejrzenie prezentacji w Internecie jest niestety nie możliwe. Aby obejrzeć, musisz ją pobrać z naszego dysku Google Drive.

Oto link: https://drive.google.com/file/d/0BzOwHj61mktFWktIMjREV28tU0U/view?usp=sharing

Sprawdź może...

[WYJAZDY] BIAŁORUŚ – BRASŁAW (2016)

Marta, Tomek, Piotr i Paweł – to my, wolontariusze WMS. 23 czerwca 2016 roku wyruszyliśmy na placówkę misyjną. Pod kierownictwem kleryka Żeni pojechaliśmy na Białoruś. Podróż do Brasławia trwała 26 godzin, z czego 6 spędziliśmy na granicy. Jak się okazało – mieliśmy za dużo bagażu, gdyż od niedawna limitem jest 50 kg.

[WYJAZDY] FILIPINY (2016)

Minęły już ponad 2 miesiące od naszego przyjazdu na Filipiny. Cieszę się, że dane mi …