Strona główna / Wyjazdy / [WYJAZDY] WĘGRY: GALGAHÉVIZ (2014)

[WYJAZDY] WĘGRY: GALGAHÉVIZ (2014)

  • RELACJA 
  • WĘGIERSKI DEKALOG MISYJNY 
  • GALERIA 
  • WIDEO 

Już po naszej misji. Ten czas bardzo szybko minął, choć każdego dnia tyle się działo. Czym dla mnie był ten wyjazd? Za każdym razem wolontariusze podnoszą poprzeczkę coraz wyżej, stąd przyjeżdżając po raz drugi  w to samo miejsce przyznam szczerze, że  było ciśnienie i denerwowałam się, cóż my teraz musimy zrobić, żeby było jeszcze lepiej niż w tamtym roku? Na szczęście podczas tych dwóch tygodni wiele sama zyskałam, nauczyłam się nowych rzeczy czy też dostrzegłam jakieś błędy, które popełniałam. To był również czas osobistego rozwoju i poznawania samej siebie. Jak to napisała Wisława Szymborska: „Nic dwa razy się nie zdarza i nie zdarzy”, tak i tegoroczna misja nie musiała być i nie była taka jak w minionym roku. Po prostu ważne jest to, żeby być sobą i robić to, co do nas należy jak najlepiej. Co też było dla mnie ważne? Doświadczyłam tego, że Bóg jest przy mnie obecny cały czas, że JEST ciągle z nami i nam pomaga. Działa, także rozwiązując moje osobiste problemy. Było wiele sytuacji, w których odczuwałam przed czymś lęk, ale trzeba było podejść spokojnie do sprawy i że tak powiem szło! :) A na misji nie byłam sama, bo przecież pojechało nas pięcioro. Tak to Pan Bóg zaplanował, żeby było dobrze i byśmy mogli nawzajem się wspierać i wykorzystywać swoje talenty.

Może jeszcze wspomnę o naszych zajęciach z młodzieżą i z dziećmi. Chcieliśmy nawiązywać podczas nich do tematu rodziny, stąd np. pojawił się genialny pomysł pisania listu do samego siebie, w którym mieliśmy opisać swoją wymarzoną rodzinę, czy też cechy, które dostrzegamy w swojej obecnej rodzinie, a chcemy je przenieść do swoich własnych rodzin w przyszłości. Można było też wspomnieć o swoich marzeniach. Po początkowym rozbawieniu nasza młodzież rozpoczęła już na poważnie pisanie listu, co było bardzo ciekawym doświadczeniem, także dla nas wolontariuszy. Listy każdy zaadresował i napisał na kopercie kiedy chce go otrzymać – za rok, za dwa… Tak więc będziemy się bawić w pocztę i wysyłać listy z Polski do naszych Węgrów ;). Z kolei w innym dniu zorganizowaliśmy równie ciekawe ćwiczenie. Pisaliśmy sobie nawzajem na małych karteczkach miłe rzeczy i przyklejaliśmy je na plecach i wspólnie odczytywaliśmy.

Dzieci też były niesamowite. Widać jak bardzo liczy się kontakt indywidualny i poświęcenie komuś czasu. W środę udaliśmy się na wspólną wycieczkę do zoo w Budapeszcie. Oczywiście dzieci bardzo chciały zwiedzać je z nami – wolontariuszami, uczyły nas trudnych węgierskich nazw :). Często mogłam słyszeć „Justinka! Justinka!”, na co odpowiadałam „Ich bin hier” ;). Nawet bawiliśmy się razem na placu zabaw, takie duże – małe dzieci z nas ;).

W czwartek naszym tematem przewodnim były zwierzęta w domu. Najpierw podczas zajęć z dzieciakami na chwilę zniknęliśmy, by przygotować nasze zwierzęce stroje – pies, kot, krowa, lew i oczywiście kaczka! :D Później pomalowaliśmy także twarze dzieci i fantastycznie się bawiliśmy m.in. przy (uwaga!) polskich kaczuszkach :P – kwa, kwa, kwa, kwa! :D

Przyszedł czas także na pożegnanie. Tak, wszystko kiedyś się kończy. Nie obyło się bez łez, ale może przyjdzie nam jeszcze kiedyś się spotkać. Któż to wie? :) Tuż przed prezentacją ze zdjęciami był czas na przygotowaną przez wolontariuszy i ks. Krzysztofa pantomimę o dobroci i  miłości do bliźniego, bo wiara bez uczynków jest martwa. To było też podsumowanie naszej dwutygodniowej posługi :). Zapraszano nas już na przyszły rok ;).

Jak było? Może tak na koniec po węgiersku: abszolut, fantasztikus, csodálatos! :D
Igen, nem baj! :D
Chwała Panu!

I oczywiście wszystkim za wszystko – Köszönöm szépen!!! <3 <3 <3 :)

Viszontlátásra!

/-/ Justyna Dybał

Napiszę tylko tyle:
Polecam. Justyna Dybał.

Węgierski Dekalog Misyjny

Przed lekturą zaopatrz się w kawę lub przybierz pozycję dogodną do snu. Czytasz na własne ryzyko.

  1. Ups! – czyli nie bój się popełniać błędów.

Zacznij od tych językowych. Dużo mów po węgiersku. Kojarzysz te zabawne wypowiedzi obcokrajowców po polsku? Dostarcz Węgrom nieco radości i poćwicz ich łamańce językowe. Szeretlek cicam („kocham cię koteczku”) opanujesz w dwa dni, Gyerekek gyerekeket („dzieci chodźcie”) –w około dwa tygodnie. Tak to jest z węgierskim – na początku trochę ciężko, ale po dziesięciu latach już z górki. Pozwól się ograć, spudłuj, przepuść gola, daj się zaskoczyć, ucz się ich gier, piosenek, daj się nabrać. Łap kontakt, choćby ograniczał się on do kilku niezdarnie wypowiedzianych słów. Przecież i tak magia komunikacji tkwi w środkach pozawerbalnych.

nie-boj-sie-popelniac-bledow-wegry

  1. Uśmiechaj się zawsze. No może… prawie zawsze.*

Na szczęście uśmiech jest tworem międzynarodowym i znosi ograniczenia językowe. Korzystaj z tego! Zarażaj uśmiechem, a wyjdziesz cało z niejednej opresji. Można jednak wyczuć, czy Twój uśmiech to prawdziwy podskok serca, czy tylko napięcie mięśni twarzy. Ciesz się każdym dniem w Galgahévíz i staraj się uśmiechać NAPRAWDĘ. Nie uwierzysz, jak szybko kończy się wszystko, co dobre.
*Jeśli istnieje ryzyko, że ktoś Cię podrywa, a oferta nie jest zbyt kusząca – zachowaj umiar w uśmiechu. Szczerzuja nie jest wskazana.

usmiechaj-sie-zawsze-wegry

  1. Sen to Twój najlepszy przyjaciel.

Nie oznacza to jednak, że jesteście nierozłączni. Bynajmniej. Wasze rozstanie na czas posługi w Galgahévíz uświadomi Ci, jak bardzo go kochasz i pragniesz spotkania choć na chwilkę. Chociaż na małym postoju u księżniczki Sisi w Gödöllő. Nawet nie podejrzewasz, gdzie i w jakich pozycjach można spać!

sen-to-twoj-najlepszy-przyjaciel-wegry

  1. Pij „kawa z mleko”. Będziesz wielki.

Są tacy, którzy jej nie piją. Mogę im tylko współczuć, bo nawet nie wiedzą, ile tracą. Poranna kawa podana przez moją przyszłą teściową jest prawdziwym dobrodziejstwem. Ten wzrok zatroskanej matki, w którym zawiera się całe dobro, ciepło i zrozumienie. Już samo pytanie: „Mogda, kawa? Z mleko?” sprawia, że chce Ci się działać. A zwłaszcza – przytulać , całować i dziękować.

pij-kawa-z-mleko-wegry

  1. Jedzenie dobre jest, łaskawe jest.

Odchudzanie to zło, wiadomo. Na Węgrzech – woła o pomstę do nieba. Zjadamy wszystko, żeby się nie zmarnowało. Zjadamy, żeby była pogoda. Zjadamy, by nie robić przykrości tym, którzy tak hojnie nas obdarowują. Zjadamy, bo „jak kto zuch do jedzenia, to i zuch do roboty”. Zjadamy, by budować wspólnotę. W Galgahévíz jedzenie nigdy się nie kończy. Konsumuj zatem na zdrowie i duży rośnij!

jedzenie-dobre-jest-laskawe-jest-wegry

  1. „Z Panem Bogiem, Panie Jezu”, czyli módl się.

Są takie chwile, w których tylko Szef może ogarnąć. Tak to jest, dopiero z Nim możesz wszystko. Niesamowite było to, gdy modliliśmy się padając na twarz (dosłownie). Duch ochoczy, ale ciało słabe – oczywiście zdarzało się drzemać i jeszcze zaspać na swoją kolejkę „Zdrowaś Maryjo”. Pamiętaj, że po przekroczeniu kuchni (ale nie w spiżarni!) zawsze masz szansę na osobistą audiencję. Módl się sam, z dzieciakami, z dorosłymi, módl się z księdzem i Twoją ekipą. To bardzo Was zbliży. Zwłaszcza, jeśli trzeba ratować wolontariusza z niekontrolowanym atakiem śmiechu i kontynuować brewiarz.

z-panem-bogiem-panie-jezu-wegry

  1. Otwórz się!

Nie musisz oczywiście szukać męża i tego ogłaszać tak, jak ja (zresztą to już będzie skucha). Daj Im po prostu odczuć, że są świetni (bo naprawdę są!). Dziękuj za wszystko, przytakuj i poświęcaj uwagę. Warto też być elastycznym. I nie chodzi tu o szpagat (choć i to robi wrażenie;). Przyzwyczaj się, że kreatywność i zaradność są w najwyższej cenie. Czasami trzeba działać szybko, zareagować na konkretną sytuację. Bądź uważny na potrzeby młodych i pozwól im decydować. Zabawa w to, na co mają chęć, zdziała więcej dobrego niż kurczowe trzymanie się planu. Choćby trzeba było grać z nimi w wojnę przez półtorej godziny. O jaką wojnę chodzi, dowiecie się kiedyś.

otworz-sie.wegry

  1. Masz potenszial!

Wykorzystuj talenty, jakie dostałeś od Boga. Wcale nie trzeba być wybitnym, by robić coś pożytecznego. Nie jestem szczególnie zdolna, ale wydawany przeze mnie dźwięk psa nie ma sobie równych. Szczekam więc niespodziewanie, a dzieci szaleją. Nieźle się biję – robię więc bazukę z któregoś malucha, strzelam w innego, jest frajda. Przydaje się też moje zamiłowanie do imprez! Baw się dobrze! Ty się bawisz, wygłupiasz, tańczysz – oni pójdą za Tobą. „Co mi tam – i tak nie będę wyglądać głupiej niż Kaczka (Kocza)”. Żarty, żarciki zawsze na topie. Im głupsze, tym lepiej. Z czasem Ty robisz coraz mniej, a dzieciaki śmieją się coraz więcej. Jasne? Jak słoneczko.

wegry

  1. Nawracanie=Zawracanie.

Nie nawracaj na siłę, ale pokaż, jak żyjesz Bogiem. Uważam, że bycie misjonarzem polega nie tyle na opowiadaniu o Panu Bogu, co na pozwoleniu innym odczuć, że On jest w Tobie. Daj innym zapragnąć Tego Boga, który działa w Tobie cuda i uszczęśliwia Cię. Który przez Ciebie rozlewa miłość, dobro, radość i pokój. Mniej gadaj, więcej rób.

nie-nawracaj-na-sile-wegry

10.Pamiętaj, dla Kogo tu jesteś. Kokaina.

Po kilku dniach Bożego szaleństwa na Węgrzech, młodzież zaczęła imputować, że – delikatnie mówiąc – jestem podejrzewana o zażywanie substancji psychoaktywnych. Odpowiadałam z uśmiechem, że to prawda, że mnie rozgryźli. Owszem, mam pierwszorzędny towar. Nie dość, że doskonałej jakości, to jeszcze nielimitowany, od najlepszego dealera i za darmo. W Galgahévíz nawet kokaina nabiera mistycznego wyrazu.

kokaina-wegry

/-/ Magdalena Kaczor

 

Sprawdź może...

[GALERIA] WĘGRY (2015) [relacja]

Szia! Pełni smutku i żalu zakończyliśmy naszą posługą misyjną na Węgrzech. Jeszcze nie zdążyliśmy się dobrze rozpakować, a już tęsknimy za tymi ludźmi. To oni dodawali nam radość i siłę do posługi wśród nich.

[WYJAZDY] TANZANIA (2014)

W ogóle lubię patrzeć im w oczy. I nie trzeba znać żadnego obcego języka żeby odczytać spojrzenie. Twarz Innocentiego np. to przede wszystkim duże, piękne oczy. Któregoś dnia obiecałam, że po kolacji wytłumaczę mu to, co potrzebuje do szkoły. Okazało się, że następnego dnia jest test z angielskiego i chodzi o wytłumaczenie wszystkich czasów. Teraz, na raz, w dużej części w swahili…a nie powiem żebym miała nadwyżki energii tego dnia. Co ujrzałam wtedy w oczach Innocentiego? Radość, że obiecałam i przyszłam (jaki bilans spełnionych i niespełnionych obietnic w jego życiu?) i to wypowiedziane na koniec dziękuję też bardziej ujrzałam niż usłyszałam.