Strona główna / Wyjazdy / [WYJAZDY] Rosja – Brack (2017)

[WYJAZDY] Rosja – Brack (2017)

  • RELACJA
  • GALERIA

Po wolontariacie w Albanii przyszedł czas na wolontariat na Syberii, czas na oddanie się w pełni Bogu. Zaufanie Mu bezgranicznie już od momentu złożenia podania na wyjazd. Moja przygoda właśnie wtedy się rozpoczęła. Wierzę w Jego Boski plan, że dał pragnienie wyjazdu i postawił na mojej drodze odpowiednie osoby, które pomogły mi w przygotowaniach. Podczas przygotowań spotkałam swojego Anioła Stróża, bardzo się napracował abym mogła bezpiecznie dolecieć do miejsca posługi oraz szczęśliwie spędzić czas, który był prawdziwie danym od Boga. Od pierwszych chwil pobytu na Dalekim Wschodzie czułam się jak w domu. Podobnie poczucie spełnienia i bycia w odpowiednim miejscu towarzyszyło mi od początku. Podczas wolontariatu, który trwał bardzo krótko – zaledwie miesiąc – nauczyłam się wielu rzeczy. Jedną z lekcji, którą szczególnie teraz doceniam to to, że znam nowy obraz Boga, Boga – Ojca Miłosiernego.

Czas spędzony na placówce to czas poświęcony drugiemu człowiekowi oraz spotkania z Bogiem w codzienności. Wizerunek Boga takiego widzianego w codzienności zapoczątkowała wspólnota, u której było dane mi posługiwać. Ta wspólnota była z jednej strony grupą zwyczajnych i normalnych ludzi, a z drugiej wyjątkowych i niepowtarzalnych. Serce, które dawali mi i wolontariuszom tam przebywającym przychodziło im naturalnie, prawdziwie i szczerze. Podczas misji wraz z Michałem – wolontariuszem, z którym wyjechałam na posługę misyjną – pomagaliśmy wspólnocie w codziennych obowiązkach: częstym punktem naszych wieczornych obowiązków było obieranie ziemniaków. Podejmując się tego obowiązku pierwszego wieczoru, nie sądziliśmy, że spędzimy go wesoło. Każdy następny był tylko lepszy. Do naszych obowiązków należało także prowadzenie zajęć z dziećmi. Staraliśmy się, aby nasi podopieczni spędzili czas uczenia się w pogodnym i radosnym klimacie. Podczas zajęć uczyliśmy ich języka angielskiego, spędzaliśmy z nimi czas na placu zabaw, jeżdżąc na rolkach czy rowerze. Nie zapomnę nigdy ich pierwszej reakcji na spotkanie ze mną. Ich dziecięce twarze promieniowały radością, były bardzo szczere. A mocne uściski pamiętam do dziś. Każdy z nas uwielbia być przytulany, one też, choć też uwielbiają przytulać- bardzo często. Choć pierwszego dnia byłam dla nich obcą osobą, to mimo wszystko nie krępowały się i dopytywały się o wszystko: “Jak masz na imię?”, „Masz rodzeństwo?”, „Ile masz lat?”, „Czym się zajmujesz?”. To tylko kilka pytań z całej puli, jakie otrzymałam w pierwszych chwilach mojego spotkania z nimi. Lecąc na placówkę nie wiedziałam, że będziemy mieć na co dzień Mszę Świętą. Ku mojemu zaskoczeniu i radości – codziennie była możliwość uczestnictwa. To było piękne, gdyż codzienna Eucharystia dawała mi niesamowite poczucie spokoju. Choć ponad 6,5 tysiąca kilometrów od domu, to chciałabym tam być zawsze.

Pamiętam swoją pierwszą niedzielą Eucharystię. Gdy po skończonej Mszy podeszli do nas ludzi i pytali: „Jak się czujemy?”, „Co robimy w Polsce?”, „Czemu właśnie Syberia?”, „Czy nie mieliście nic ciekawszego do roboty niż przyjazd tutaj?”. Byli radośni słysząc, że przyjechaliśmy z wielką radością i chęcią spotkania z nimi. Parafianie od samego początku ugościli nas jak swoich. Z każdym kolejnym dniem opowiadali nam o swoim mieście, rosyjskich zwyczajach. Chcieli nas jak najbardziej ugościć, byśmy czuli się jak u siebie. To im się udało.

 

Urszula Skotny,
Wolontariuszka WMS