ga('send', 'pageview');
Strona główna / Wyjazdy / [WYJAZDY] Rosja – Wierszyna (2017)

[WYJAZDY] Rosja – Wierszyna (2017)

  • RELACJA
  • GALERIA

Syberia – miejsce, gdzie wszystko staje się prostsze.

Są takie miejsca, w których wiemy, że nie znaleźliśmy się przypadkiem. Są takie chwile, co do których mamy pewność, że były zaplanowane już od dawna. Są ludzie, których nigdy byśmy nie spotkali, gdyby Bóg nie postawił ich na naszej drodze. I jest pewność, że przypadek to tylko jedno z wielu imion Ducha Świętego.
Tak było z naszą Syberią. Wszystko zaczęło się od pojawienia Wierszyny – małej polskiej wsi oddalonej 6 500 kilometrów od granic naszego kraju jako potencjalnego miejsca posługi, a zaraz potem zapaliło się w nas ogromne pragnienie, by rzucić to wszystko i pojechać na Syberię. Od początku Bóg wszystko pięknie nam układał, mimo przejściowych problemów i wielu niepewności. Każdego dnia modliliśmy się, by wszystko działo się zgodnie z Jego wolą, więc wiedzieliśmy, że nie może być źle. W końcu On zawsze daje nam to, czego potrzebujemy.

Syberia brzmiała nieprawdopodobnie, ale mieliśmy pewność, że tak szalony plan musi pochodzić spoza nas. Sami byśmy tego nie wymyślili. Wkrótce więc zgodnie z Bożą wolą wyruszyliśmy, by działać na Jego chwałę. Wiedzieliśmy, że nie będziemy robić tam rzeczy wielkich, nie będziemy zbawiać świata (w końcu nie my od tego jesteśmy, a Chrystus), a mamy tam po prostu być i życiem świadczyć o Bogu. Tak zwyczajnie i po prostu kochać powierzonych nam ludzi.
Na samym wejściu dostaliśmy solidne potwierdzenie, że nasza posługa ma sens. Podczas pierwszej mszy świętej usłyszeliśmy zdanie „Idźcie i głoście światu Ewangelię”, to ostatnie słowa Chrystusa wypowiedziane tuż przed Wniebowstąpieniem, Jego swoisty testament. Przypomniało nam to jaką radością jest pełnienie woli Boga. Zrozumieliśmy, że taka zwyczajna praca, jak pielenie ogródka, nauka śpiewu i zabaw z dziećmi są częścią naszej drogi do świętości. Z jednej strony my byliśmy całkowicie dla powierzonych nam dzieci, a z drugiej one były dla nas. I nie wiem, kto od kogo więcej się nauczył. Niezwykłe dzieci z małej syberyjskiej wioski przez miesiąc uczyły nas czułości, cierpliwości i bezwarunkowej miłości. Uczyły nas, że trzeba być odpowiedzialnym za to, co się oswoiło i zawsze dotrzymywać danego słowa. Pokazały nam jak, nie mając właściwie nic, można cieszyć się życiem. Nieświadomie nauczyły nas wdzięczności Bogu za każdy otrzymamy dar i że wszystko jest łaską. Uświadomiły nam czym jest prawdziwa miłość, jak niewiele trzeba, by zacząć się nią dzielić i jak wielką ma ona moc. Przypomniały nam, że uściski są dobrym lekarstwem na wszystko, a czułość i troska jest potrzebna każdemu w ilościach hurtowych. Pokazały nam na swoim przykładzie co oznacza „być dla innych”. My w zamian mogliśmy dać im tylko naszą obecność, troskę, zaangażowanie i zawsze otwarte ramiona. Naszą niedoskonałą miłość. I przemycić w tym wszystkim odrobinę Boga. I o dziwo to wystarczyło.

Mamy wrażenie, że nasze dzieciaki, tak bardzo niedokochane, pragnące każdego miłego słowa, docenienia, zainteresowania były szczęśliwe, że byliśmy tylko dla nich. Tak zwyczajnie.
Nasza posługa była niesamowitym czasem budowania więzi między nami i Bogiem, pozwoliła nam poukładać swoje priorytety na nowo. Ogromną łaską była dla nas codzienna wspólna modlitwa i Msza Święta, będąca najważniejszym elementem dnia. Czuliśmy, że dzięki temu każdy nasz dzień jest lepszy i że ze wsparciem Boga jesteśmy w stanie zrobić wszystko.

Jesteśmy niesamowicie wdzięczni Bogu za to, że wysłał nas tak daleko od domu, by nauczyć wszystkiego od nowa i pokazać niełatwy kawałek Nieba. 

Kasia Błach,
Wolontariuszka WMS