Strona główna / Wyjazdy / [WYJAZDY] Ukraina – Charków (sierpień 2017)

[WYJAZDY] Ukraina – Charków (sierpień 2017)

  • RELACJA
  • GALERIA

W poniedziałek wieczorem dotarliśmy do Charkowa. Z lotniska zawiozły nas Siostry do Korotyczy, do Domu Samotnej Matki, gdzie zastaliśmy w sumie 9 matek z 16-toma dziećmi (w wieku od 1 tygodnia do 6 lat). Pracy mieliśmy pod dostatkiem. Poza opieką i organizowaniem czasu wolnego dla dzieci, zajmowaliśmy się również innymi pracami: gospodarskimi jak naprawa laptopa, ładowarki, kranu, zbieranie moreli, koszenie trawy dla królików ręczną kosą, opieka nad królikami, zbieranie pomidorów, remontowanie domu jednej z matek.

Z dziećmi działaliśmy intensywnie, codziennie robiliśmy rozgrzewkę, pokazywaliśmy różne proste doświadczenia, składaliśmy origami, graliśmy na gitarze, zdarzyła się kąpiel w pobliskim jeziorku i wizyta w zoo, chodziliśmy na spacery i place zabaw, próbowaliśmy rozwijać ich zdolności śpiewając, tańcząc, robiąc różne prace plastyczne, ucząc liczb czy podstaw angielskiego. Co prawda z efektami było różnie, ale staraliśmy się jak mogliśmy. To nie było takie proste, bo dzieci były w różnym wieku. Dodatkowo byliśmy parokrotnie w Charkowie pomóc przy rozdawaniu posiłków bezdomnym i opatrywaniu ran. Po godzinie 22, kiedy dzieci spały, zrobiliśmy cykl spotkań z matkami, jako mały kurs pierwszej pomocy. Zrobiliśmy fantomy i każdy poćwiczył. Dniem odpoczynku dla nas była niedziela, kiedy po mszy świętej mieliśmy czas wolny.

W międzyczasie zdążyliśmy odwiedzić Charków, między innymi miejsce spoczynku 4300 Polskich oficerów zamordowanych w ramach zbrodni Katyńskiej w 1940 roku. Zaskakujące było również dla nas to, że w Charkowie są również Msze Święte w rycie rzymskokatolickim po Polsku. Sporo mieszkających tam ludzi wciąż modli się po Polsku, mimo że część z nich już nie zna tego języka. Temperatura była tam skrajnie wysoka ze względu na klimat bardziej kontynentalny niż w Polsce. Tutejsza kuchnia jest też nieco odmienna od naszej. Chleb jest dodatkiem do każdego posiłku, ciężko odróżnić, czym się różnią śniadanie, obiad i kolacja. Mnoga ilość jakże smacznych zup! Z naszych nagłych akcji można wymienić: Misza złamał rękę, Swieta pojechała do szpitala z 39.7C gorączki, Julia przybiegła z zakrwawioną buzią, bo się przewróciła, poza tym było parę siniaków i zadrapań. Z akcji przyjemnych to mama bliźniaków miała 18 urodziny. Bardzo się starała i przygotowała przyjęcie. My za to zrobiliśmy jej niespodzianki: kartkę specjalnie z tej okazji i razem z dziećmi stworzyliśmy obraz. Raz nawet oprowadzaliśmy po Charkowie księdza z Brazylii. Odwiedziliśmy również na rowerach (30 km) matki z dwojgiem dzieci, którzy opuścili Dom Samotnej Matki.

Dużo się tutaj nauczyliśmy przy dzieciach, ale również od sióstr. Dzieci były przekochane i każdy ich uśmiech był wart naszego wysiłku. Ważna była dla nas codzienna modlitwa w kaplicy. Zaczynaliśmy codziennie rano od jutrzni z siostrami. Niektóre dni można nazwać nauką OPATRZNOŚCI BOŻEJ. Siostry mówiły, że doświadczają tego na co dzień wiele razy. Mieliśmy taką sytuację, że po dwóch tygodniach jeżdżenia bez koła zapasowego, w dniu odebrania go od wulkanizatora, złapaliśmy kapcia. Takich wydarzeń było więcej, a wszystkie nam udowadniały, że mamy wsparcie z góry.

Wiemy, że relacje i zdjęcia pokazują w większości pozytywne obrazy. Takich chwil jest sporo, ale wiedzcie, że nie mamy zdjęć, kiedy mają miejsce różne ciężkie sytuacje, nieraz rozgrywające się dramaty ludzkie. Wiemy, że siostry mają tutaj ciężką posługę i na pewno przyda się każda modlitwa. Z czasem czuliśmy się w Korotyczy dużo swobodniej. Język rosyjski był coraz mniejszą barierą, dzięki czemu poznaliśmy bliżej wszystkich domowników i kontakt z dziećmi był coraz lepszy. Na koniec zrobiliśmy jeszcze olimpiadę z 5 dyscyplinami, Talent Show dla dzieci i matek oraz przygotowaliśmy zajęcia dla lokalnej grupy wolontariuszy. Podzieliliśmy się wtedy doświadczeniami z WMS i daliśmy świadectwo o zmarłej Helenie Kmieć.

Dużo radości przyniosły olimpiada i Talent Show. Olimpiada uczyła dzieci współpracy grupowej, natomiast Talent Show był najlepszym pomysłem, wzbudzającym wiele emocji podczas przygotowań matek z dziećmi, już na kilka dni przed tym wydarzeniem. Dla matek było wyzwaniem, by dostrzec i podzielić się swoimi talentami. Ostatniego wieczoru zostaliśmy pozytywne zaskoczeni pożegnalną imprezą, na której było mnóstwo wzruszających chwil, uśmiechów, łez. Uściski tych małych iskierek na długo pozostaną nam w pamięci. To wszystko, co zdziałaliśmy
nie udałoby się, gdyby nie ogromne wsparcie sióstr i pomoc matek. Częste Msze Święte, Jutrznie, wieczorne modlitwy, rozmowy z siostrami i odwiedzającymi dom księżmi oraz nasza wzajemna relacja umacniały nas w codziennym działaniu i dodatkowo rozwijały. Uświadamiało nam to, jak wiele możemy zdziałać z Bogiem.

Kończąc tę misję zostaje nam dziękować Bogu, że posłał nas razem w takie miejsce. Zostawiliśmy tam kawałek siebie. Staraliśmy się realizować nasze hasło: Miłość, Radość i Obecność. Wiemy, że dostaliśmy bardzo dużo: poznając te kobiety, dzieci, siostry, wielu różnych ludzi, inną historię, kulturę i sytuację polityczną. Dostrzegliśmy, że mamy rzeczywiście ogromnie dużo, tylko tego na co dzień nie dostrzegamy.

 

Marek Krupa,
Anna Faba,
Wolontariusze WMS