Strona główna / Wyjazdy / [WYJAZDY] Węgry – Szod i Galgaheviz (2017)

[WYJAZDY] Węgry – Szod i Galgaheviz (2017)

  • RELACJA
  • GALERIA

Był to dla nas niesamowity i bardzo owocny czas, który na pewno pozostanie w naszych sercach i myślach na długo.

Zajmowaliśmy się w Sződ dziećmi, dla których prowadziliśmy półkolonie. Organizowaliśmy im czas, głównie poprzez różne zabawy, gry sportowe, ale nie zabrakło oczywiście miejsca na zajęcia intelektualne. Jadąc tam baliśmy się bariery językowej, ale już w pierwszym dniu pracy z dziećmi zauważyliśmy, że ten problem nie istnieje. Dzieci bardzo chciały się z nami dogadywać, z młodszymi wystarczył tzw. „język serca”, czyli po prostu okazanie dzieciom ciepła, poprzez proste przytulenie, bycie blisko. Starsze, które rozumiały język angielski pomagały w tłumaczeniach. Mieliśmy również do pomocy niesamowitą dziewczynę, która tłumaczyła dzieciom angielski na ich ojczysty język. Bardzo związaliśmy się z dziećmi, był to dla nas piękny czas, w którym dając z siebie jak najwięcej, mogliśmy dostrzec niesamowitą wdzięczność i radość w oczach i zachowaniu dzieci. Wielkie serce i wdzięczność oraz niesłychaną dobroć odczuliśmy również ze strony Księdza, który kiedy tylko mógł, zabierał nas w niesamowite miejsca na Węgrzech, o których często nie mieliśmy nawet pojęcia. Wiele wspólnych rozmów, które już procentują w naszym życiu. Również mieszkańcy przyjęli nas bardzo ciepło, dzięki temu czuliśmy się tam bardzo dobrze, jak u siebie. Poprzez to piękne i ciepłe przyjęcie oraz związanie się z dziećmi bardzo ciężko było nam wyjechać z tego miejsca. Pożegnanie było bardzo trudne, bardzo ciężko było nam się rozstać z księdzem oraz dziećmi, które bardzo pokochaliśmy. Mamy nadzieję, że będzie nam dane tam jeszcze nie raz wrócić. Osobiście uważam, że ten wyjazd bardzo dużo nam dał. Jadąc na wyjazd misyjny nie znaliśmy się zbyt dobrze, a pomimo to od pierwszego dnia mogliśmy na sobie polegać. Posługa dała nam niesamowite szczęście i radość. Dając siebie drugiemu człowiekowi, szczególnie poświęcając czas dziecku, otrzymujesz w zamian dużo więcej niż może się wydawać. Uśmiech czy przytulenie otrzymane od małego człowieka dają dużo więcej szczęścia, radości niż rzeczy materialne. Często wracam myślami do tamtych dni, na każde wspomnienie pojawia się uśmiech na twarzy, a czasem nawet łezka wzruszenia.

Każdy z takich wyjazdów misyjnych zmienia coś w człowieku, każdy z nas musi coś z siebie dać, coś w sobie zmienić, by nasza misja, nasz wyjazd miały sens, bez względu na czas jej trwania. Tylko kiedy my będziemy dawali z siebie jak najwięcej, kiedy zmienimy coś w sobie na lepsze, poświęcimy naszą wygodę, wtedy dopiero nasza pomoc będzie prawdziwa i będzie procentowała w życiu ludzi, którym pomagamy. Tylko pomoc, wszelkie działania niesione drugiemu człowiekowi szczerze, z serca są w stanie zmienić coś na lepsze zarówno u jednej, jak również u drugiej strony. Widzę to u siebie i wiem na pewno, że każdy z nas wyjeżdżających czuje to samo. Chcemy być po prostu lepsi, później w codziennym życiu, dawać z siebie jeszcze więcej, być bardziej dla drugiego, bo tak naprawdę o to chodzi w życiu, by poświęcić się dla innych, dawać z siebie tyle ile możemy – to daje prawdziwą radość i szczęście, zmienia nas samych na lepsze, a dzięki temu i ludzi, którzy nas otaczają.

Róża Myrcik,
Wolontariuszka WMS